niedziela, 28 grudnia 2014

Jak to jest jednego dnia się wznieść i upaść?

Tytuł taki troszku bez sensu, ale jak się wczytacie to na pewno zrozumiecie o co chodzi :D
No to zacznę od dedykacji, których wcześniej tutaj nie było :> Wpis dedykuję najlepszej instruktorce, z jaką miałam możliwość współpracować, panu fotografowi, który mimo minusowych temperatur dzielnie focił i nagrywał (a nawet uchwycił kilka bardzo zabawnych momentów, które z pewnością wykorzystam!) oraz pani Beacie, dzięki to której dzisiaj uśmiechałam się, mimo zimna :D

Dobra, a teraz przejdę do rzeczy ;) 
Dzisiaj było bardzo pozytywnie (w całooości :D). Zaczęło się od bardzo miłego przywitania z panią instruktor, której nie widzieliśmy co najmniej miesiąc :>
Po wyprzytulaniu się podzieliliśmy się na grupy i trafiłam do tej skokowej :) Dostałam Lamię, która była baaardzo energiczna jak na nią ;)
Już przy czyszczeniu nieźle zmarzła (tak, że nawet teraz po 3 godzinach, dalej czuję, że mam skostniałe palce) :> No i po osiodłaniu i okiełznaniu poszliśmy na ujeżdżalnię. Po rozgrzewce od razu zrozumiałam o co chodziło instruktorce z "Lamia z ADHD" :D 
 Aha no i cały czas padał śnieg, więc było pieruńsko zimno xd
Klaczucha bardzo fajnie szła do przodu, przy galopie troszkę pobrykała, ale mi się takie tempo u niej podoba ;)
Piaseczek przeszedł pierwszy chrzest i dobrze, bo wszędzie było ślisko, tylko nie na ujeżdżalni :D
W każdym razie, po jakimś czasie, zaczęło mi być tak zimno, że kiedy stępowaliśmy, ja anglezowałam bez strzemion xD
Potem przyszedł czas na skoki :) Lamia jeszcze w wakacje skakała trochę "na żabę" :P Choćby nie wiem jak ją rozpędzić na przeszkodę, ona stawała przed nią i ze stój skakała :P Tego się trochę obawiałam, że będąc tak rozpędzona (w końcu leciała prawie na zabicie) po prostu zlecę ^^"
A tutaj taka niespodzianka, że koń latał jakby skrzydła miała :) 
 Rozmazane, ale zdj jest :> Tak dzisiaj szporciliśmy ;) O to właśnie chodzi ze wzniesieniem się, jakby ktoś jeszcze nie ogarnął xd

A teraz czas na upadek xd 
Po skończeniu jazdy na Lamii, pani instruktor zaproponowała mi żebym wsiadła na Goliatka. Oczywiście jego siodło miała na sobie Latoja, więc zostało siodło Prota... Z tym, że popręg był za krótki xD
No to jeżdżę na oklep :P Było o tyle fajnie, że grubasek ogrzewał mnie od dołu :D
Pojeździliśmy w zastępie (byliśmy na samym końcu i czołowy zaczął nas z tyłu doganiać xd), troszkę pogalopowaliśmy, ogólnie to była leciutka jazda.
Potem poszliśmy pojeździć na łące (Goliat tak zabawnie obserwował lampki świąteczne na pobliskich domach xD). Tam był o wiele żwawszy :) 
No i po kilku okrążeniach, pani instruktor mówi, żebym już go zabierała do stajni. 
No i bardzo stęskniona za misiakiem ja, stwierdziłam, pojedziemy dłuższą drogą i wypuszczę go przez padok, zamiast przez ujeżdżalnię - pierwsza głupota w moim wykonaniu :P

Druga była o wiele gorsza xd No bo jedziemy sobie spokojnie stępem i kiedy Aneta z Karoliną wychodzą zza choinek, żeby pogadać z panem fotografem i panią Beatą, on tak zamiera i patrzy. To ja go uspokajam no i bez problemu jedziemy dalej. Chwila! Jednak jest problem, bo zajechaliśmy kilka kroków, już prawie jesteśmy przy bramce od padoku, kiedy Goliat zrywa się do panicznego galopu (szkoda, że na normalnej jeździe nie umie galopować tak szybko xd) i po kilkunastu foulach, włącza ręczny. Utrzymałam się, ale kiedy stanął siedziałam mu na szyi :P Dalej się trzymam! Rękami za grzywę, nogi oplotłam mu wokół szyi, ale on zaczął rzucać głową... Więc puściłam, gdybym chciała jeszcze bym się pewnie utrzymała, ale przecież było nisko, więc nic mi się nie stanie, a po co niepotrzebnie stresować konia? xd
No to spadłam i zaczęłam się śmiać - szkoda, że tego nikt nie nagrał xD
Goliat odwraca się i MYK! Kopniak idealnie wycelowany w moje kolano... Aż mi się łzy w oczach zebrały xd Złapałam się za nogę i patrzę, a Goliat ucieeeeeeeeeeka :> 
Podbiegają ludzie i mnie ratują, poczułam się jak ci kontuzjowani piłkarze na meczach :D
Na początku strasznie się bałam, że złamana noga :| Gdyby tak było, to pewnie już tylko potajemnie bym mogła do koni przychodzić xD Bo rodzice by mnie po trzecim złamaniu już nie puszczali :P
Ale teraz już jest ok :) To tylko stłuczenie, lekka opuchlizna, no i rozcięta skóra ;) Lód bardzo pomógł, więc jeśli będzie w miarę dobrze, to jutro znowu do koni :3

Jednak trzeba będzie Goliatowi zrobić duuuuuuuużo friendly :P Bo nie mam pojęcia czego mógł się dzisiaj wystraszyć, ale muszę z nim popracować :>

Tyle na dzisiaj, mało zdjęć :/ Ale jeśli jutro jeszcze skoczę do koni, to Goliatkowi obowiązkowo coś pocykam :v
Mam nadzieję, że wpis się podobał ;)
~Huculkapl
 

niedziela, 14 grudnia 2014

Kiedy koń odmawia lonżowania...

Hej :)
Dawno nie było żadnego wpisu, ale wiąże się z tym nie tylko to, że rzadko bywam u koni, ale również to, że nie miałam pomysłu na notkę ^^"

Wczoraj jednak byłam u koni i spłynęła na mnie inspiracja :)
W skrócie to co wczoraj się działo:

Wszystkie konie były idealne! Poza Goliatem i troszkę też Wertą i to właśnie oni będą "bohaterami" tego wpisu.
Prot - przegoniłyśmy go żeby mieć pewność, że nie będzie sprawiał kłopotów. Miał dużo energii, więc z dziesięć jak nie więcej kółek wokół ujeżdżalni zrobił :) Na lonży był idealnie spokojny, nie wyrywał się i słuchał :) Momentami opuszczał główkę ;)
 Właśnie, bo zapewne nie wiecie (tak bardzo nie na temat xd) - wysypali nam piaseczek na ujeżdżalni wzdłuż ścieżki :3 Konie nie przyzwyczajone podnosiły nogi tak jak Prot na tym zdjęciu :D
Na zakończenie pracy, z każdym koniem wchodziłyśmy na podest, żeby miały z tego coś więcej niż tylko bieganie :)














Lamia - była torpeda :D Była bardziej energiczna od Prota, co niestety skończyło się dla niej glebą i to nie jedną... Na szczęście nic jej nie było i jakby nigdy nic, biegała dalej.

Przy niej Kamila spróbowała Join-up :) Trudno powiedzieć czy zadziałał, czy nie...
Kiedy Karolina wzięła ją na lonżę, dalej miała dużo energii. Musiała zrobić jej kilka okrążeń w stępie i dopiero wtedy, troszkę się ogarnęła.
Aczkolwiek nie obyło się też bez próby ucieczki, ale nie stawiała za bardzo oporu, tylko raz trochę pociągnęła w jakimś nieokreślonym kierunku.






Latoja - zupełne przeciwieństwo Lamii. Ona sobie tak tylko hasała, kiedy podczas poganiania zauważyła, że się na nią nie patrzy, to przechodziła do kłusa. W końcu stwierdziłyśmy - nie ma tak dobrze, koleżanko, my ci dyktujemy tempo! Więc Kamila i Karolina (ja byłam fotografem ^^") stanęły po dwóch stronach ujeżdżalni i ją poganiały. Klacz trochę się nabuzowała i ładnie biegała :)
Na lonży - idealnie ;)





A teraz przejdźmy do tematu wpisu...
Zacznę może od Werty, bo to ona najbardziej pozytywnie nas zaskoczyła. Nic nie wymyślała, a jeśli czytacie tego bloga już od dłuższego czasu, to na pewno wiecie, jakie są z nią problemy z ziemi ;)
Poganianie odbyło się bez problemowo - nawet zmiany kierunków poprzez przejście w stój, których najbardziej się obawiałam poszły bardzo fajnie ;]
Tym razem join-up próbowałam ja i moim zdaniem się udał :) Na koniec podeszła (z zawahaniem, ale podeszła!) i przeżuwała, jedynie nie zniżała głowy :P
 Dużo gorzej poszło z lonżowaniem. Tutaj pałeczkę przejęła Kamila. Werta stwierdziła, że ona nie ma ochoty na lonżę i kiedy Kamila chciała zacząć (lonża i bat już były na swoim miejscu), klacz odwracała się do niej i nie było jak jej lonżować. Przynajmniej nie atakowała, ale bunt to bunt.
W takiej sytuacji, wymyśliłyśmy, żeby pobiegać z nią kłusem, z ręki. Kamila dalej miała z nią ten problem, że kiedy chciała zacząć kłusować, to Wercik zaczynał gryźć.
Wzięłam ją ja i było nieco lepiej, ale strasznie rzucała głową - jakby się od much odganiała (Eeeee Werta, nie ta pora roku!).
Troszkę tak pochodziłyśmy i już kończyliśmy :) No oczywiście jeszcze trap :D

Z Goliatem to samo. Poganianie idealnie :) Tym razem nie join-up, tylko zwykłe wyzbycie się energii. A miał jej dość sporo, ale wiadomo nie ma kondycji, więc po 5 minutach poganiania już zaczynał się pocić.
Wzięłam go na lonżę. Wszystko szło super, przejścia, zmiany kierunków były cud, miód i truskawka :)
Przy zagalopowaniu też było świetnie, tylko raz strzelił małego bryczka, ale nie w moją stronę, więc jest progres ;]




Mieliśmy już kończyć, kiedy nagle on się do mnie odwrócił i to samo co Werta. Kiedy podchodziłam do jego boku, on albo się cofał, albo odsuwał tak, że dalej staliśmy naprzeciwko siebie.
Troszkę się z nim przeszłam w ręku, bez kłusa - sam stęp.
Wróciliśmy do lonżowania i zrobił jedno kółko stępem, chciałam przejść do kłusa - odwrócił się do mnie, no i co tu z tym koniem robić c: Teraz zdaję sobie sprawę, że gdybym dała mu zrobić więcej kółek stępem, może szybciej udałoby mi się go "poskromić" :>
W każdym razie - podchodzę do niego, a on się cofa. Kamila już proponowała, że ona z nim spróbuje, ale stwierdziłam: "Nie! Ja to zaczęłam, ja to skończę! Jeśli  chcę żeby kiedyś był mój, muszę być wyżej od niego!".
Rada od Kingi (wł. Luckiego) od razu przebiła mi się do głowy - "Zachować spokój!".
Chwilkę tak postaliśmy patrząc na siebie, zrobiłam maleńki kroczek - byłam obok jego głowy. Patrzę - tylna noga nieznacznie przesunęła się do tyłu. Powtarzam sobie "Zachować spokój!" i pochwalam mimo wszystko. Kolejny krok - konio stoi grzecznie - głaszczę, klepię, chwalę. Tip topami doszłam do jego zadu, pogłaskała i chwaliłam przez jakiś czas. Wydłużyłam lonżę i pacnęłam batem o ziemię, za nim. Grzecznie ruszył do przodu i już chodził grzecznie.
Jedno kółko kłusa - koń nawet nie odwrócił głowy w moją stronę. Na koniec dostał marchewkę i już stępowaliśmy. Po dwóch kołach wokół ujeżdżalni, jeszcze chyba z cztery razy popróbowaliśmy ukłonów. Koń idealny <3
No i obowiązkowo na trap :)

Zapmiętajcie:
  • Przy koniach lepiej szczegółowo niczego nie planujcie ; ] Chciałam z Goliatem popracować 10-15 minut, a pracowaliśmy pół godziny. 
  • Nie róbcie nic za szybko - Goliat wymyślał, ogarnął się, a ja od razu chciałam żeby zakłusował... nie wypaliło...
  • Podchodźcie do wszystkiego spokojnie - jeśli czujesz, że od razu sobie z koniem nie poradzisz, uspokój go choćby i tym stępem wokół ujeżdżalni.

Mam nadzieję, że wpis wam się podobał i wynieśliście z niego to małe podsumowanie na końcu ;)
~Huculkapl

niedziela, 26 października 2014

Z problemem trzeba się przespać... chyba że nie masz czasu.

Dzisiejszy post będzie o jednym z nawyków, który został osadzony na 9 miejscu w rankingu Dobrych Cech Doświadczonych Jeźdźców, stworzonym przez właścicielkę bloga quantanamera :)
A mianowicie o umiejętności rozwiązywania problemów, na podstawie moich sobotnich doświadczeń :)

Razem z Karoliną i Kamilą wybrałyśmy się do koni. Od tygodnia nie ma u nas instruktora, a konie nie mogą, nie pracować do przyjazdu nowego instruktora (jeśli jakiś się zgłosi). 
Stwierdziłyśmy, że polonżujemy wszystkie koniska. Wzięłyśmy, więc Prota, Wertę i Lamię. Czułam się na siłach, więc wzięłam Prota - jak się okazało największego urwisa, z całej trójki. Ba z całego naszego stada!
 

Był grzeczniutki, do czasu pierwszego zagalopowania. Jedno koło wokół mnie zrobił ładnie, a tutaj nagle poleeeciał na drugi koniec ujeżdżalni, ciągnąc mnie na końcu lonży. Ciągnąc to złe słowo... Próbowałam go za trzymać, więc można powiedzieć, że na butach jechałam po błocie :P

Puściłyśmy całą trójkę (okazało się, że Lamia robiła praktycznie to samo, z tym że nieco lżej) i poganiałyśmy kilka kółek. 
Znowu go wzięłam, a on dalej to samo. Mimo poganiania, dalej się ciągnął. 
Poganiałyśmy je, więc jeszcze chwilę. Dalej to samo. Na lonżę wzięła go Kamila, a ja zabrałam Wertę - z którą też miałam mały problem, ale to zaraz ^^"
Kamili też uciekał i to chyba nawet bardziej niż mi, bo dziewczyna nie dawała rady go utrzymać. W końcu stwierdziłyśmy, że na razie nie ma co z nimi galopować. Kamila pobawiła się z Protem w jojo i dwie inne zabawy. 
W efekcie otrzymała rozluźnionego (w kłusie) konia :)




Jednak przy zagalopowaniach dalej to samo. Jako, że z Wercikiem mi się już dobrze pracowało i stwierdziłam, że zeszła z niej energia - puściłam ją na pastwicho :)
Z Lamią też stwierdziłyśmy, że nie ma co biedaczki już męczyć i po ładnej serii kłusa i zatrzymań - też ją puściłyśmy.
Procik strasznie obruszony, że konie poszły, a on dalej musi pracować, nawet w kłusie zaczął wymyślać. Pogoniłyśmy go jeszcze jedno czy dwa kółka (jak się okazało, wciąż miał mnóstwo energii) i Kamila spróbowała z nim jeszcze raz zakłusować na lonży - nie, on się nie da!


Więc pobiegłam po ogłowie i na chwilkę na niego wsiadłam. Szedł trochę ociężale, ale trzeba było to doprowadzić do końca. Raz zagalopowałam - szedł bardzo grzecznie, bardzo ładnie, nie wymyślał. Więc po stępowaniu, poszedł na pastwisko :P

O to właśnie chodzi w tytule posta :) Czasem nie mamy czasu na głębsze zastanowienie się, co można zrobić w danej sytuacji. To, że na niego wsiadłam, wydaje mi się najlepszym wyjściem. Trzeba pamiętać o złotej zasadzie - "Nigdy nie kończ na złym zachowaniu konia, lepiej jeszcze raz zrobić coś, co robi on dobrze". Gdybyśmy odpuściły - następnym razem, od razu by uciekł :> 

Jeśli o Wertę chodzi - muszę wam opowiedzieć, że do wczoraj miałam pewien problem. Otóż, kiedy zaczynałam lonżować konie lub zmieniałam mu kierunek, uciekałam przed nim. Ta ucieczka polegała na tym, że zamiast stać w miejscu i pokazać koniu, że to on ma się odsunąć, to ja odchodziłam kilka kroków w tył. Pokazywałam swoją uległość, co Wercik wykorzystywała i stawała naprzeciwko mnie. Chciała stawać dęba i o ludu, ile ja się z nią musiałam namęczyć, dopóki nie zrozumiałam swojego błędu.
A Kamila, bardzo fajnie ubrała mi to w słowa ^^" Kiedy już się zorientowałam, na czym polega mój problem, koń chodził idealnie :) Bez problemu przechodziła do galopu itp. :>


Jeśli o Goliatka chodzi (bo jego wzięłam na 20 minut), to jak na niego chodził perfekcyjnie :3 W galopie trochę ciągnął, ale przynajmniej nie uciekał tak jak Prot. Tylko raz w stępie poszedł sobie do Latojki xd
Przy następnym lonżowaniu, obowiązkowo jakieś cavaletti - tak do nich ciągnął, że masakra xd Bo na niego oczywiście też na chwilę wsiadłam :)



~Huculkapl

czwartek, 23 października 2014

TOP 10: UIubionych filmików o koniach :)

Od miesiąca nie pisałam i akurat, kiedy chciałabym za wszelką cenę napisać coś pouczającego, to od tygodnia nie było mnie u koni :/ Nie chcę czekać do soboty, bo wena przepadnie :P
Wymyśliłam więc, że kiedy takie sytuacje będą się powtarzać, będę po prostu pisała o moich ulubionych... rzeczach (?) dotyczących koni :)



Mam nadzieję, że przynajmniej kilka osóbek kojarzy mnie właśnie z moich filmików :) Montaż jest dla mnie czymś wyjątkowym, co zaczęło powoli być sporą częścią mojego życia (kiedy w radiu słyszę muzykę, od razu wyobrażam sobie gdzie byłyby cięcia, jakie ujęcia i jakie efekty ^^").
Oczywiście nie nauczyłabym się robić filmików, gdybym nie oglądała poradni... EKHEM... innych filmików o tematyce konnej :D Chcę pokazać wam 10 moich ulubionych filmików z youtube ;)

10. If the sky comes fallin down.
Muzyka: Avicii - Hey Brother
Montaż: IRide4TheBlue
Właściwie to nie wiem co podoba mi się w tym filmiku, że dostał to miejsce (jak na moje kryteria, wysokie). Wydaje mi się, że to ta powalająca na kolana jakość, jest kluczem w tym filmie ;) Doskonałe ujęcia, widoczne zastosowanie statywu i ta jakość! Wiem powtarzam się, ale nie znam drugiego tak świetnego filmiku, z tak świetną "quality" na całym youtube! 


9. FAILS! :D My horses are wild :D
Muzyka: Swedish House Mafia - Don't You Worry Child
Montaż: L0veex31
Cudowny! Krótki, z świetną muzyką w tle, failowo, ale bez upadku! :) To jest sztuka, żeby zrobić dobry bloopersowy filmik bez upadku ;) Podziwiam dziewczynę za utrzymywanie się, podczas wszystkich tych bryków, popruć i dębowań :D

8. Lieke Santman & her horses
Muzyka: ?
Montaż: AlwaysHorseLove
Tym razem nie patrzcie na montaż (choć też jest magiczny), ale na zawartość :) To co Lieke robi z tymi końmi jest co najmniej niezwykłe! Gdybym nie umieściła te filmiku w moim top 10, to śniłby mi się po nocach :D

7. Summertime Sadness
Muzyka: Lana Del Rey vs Cedric Gervais 'Summertime Sadness' Remix
Montaż: taylorluvhorses16
Ten jeden filmik to nic w porównaniu z całą cudowną twórczością tej youtuberki! Naprawdę ją uwielbiam, pokazała mi, że konie można połączyć z każdym rodzajem muzyki (również z dubstepem) :3
Dlatego też kolejny jej filmik znajduje się u mnie na 2 miejscu ;)

6. Voices in the air
Muzyka: Voice in the air - ... nie mam pojęcia kto to śpiewa :P
Montaż: IJustLoveMyHorse
No ten filmik to naprawdę chyba każdy powinien znać :D Jeśli chodzi o galop z rozłożonymi rękami, to ten właśnie filmik jest tego wzorem! Nie znam lepszego filmiku z wykorzystaniem efektu rozłożonych rąk, śniegu i... braku kasku... 

5. Va Va Voom
Muzyka: Nicki Minaj - Va Va Voom
Montaż: valowify
Pewnie już zauważyliście, że uwielbiam szybki, błyszczące i wyskakujące filmiki z napisami :3 Ten jest chyba jednym z moich ulubionych, których piosenki w tle, w życiu wcześniej nie słyszałam... I tak naprawdę poza tym filmikiem słuchałam jej chyba tylko raz :P
Też macie wrażenie, że po przeczytaniu "Va Va Voom" wszystko robi się różowe? :D

4. Irmina i Kanion
Muzyka: Kase Wrethov - Break Down
Montaż: KapralFalka1 (zwany też Jakubem Marczyk :D)
Tą parę powinniście już znać z mojego bloga :) Jest to oczywiście pani instruktor i jej Kinio! :3
Aż trudno mi uzasadnić czemu tak bardzo podoba mi się ten filmik :) Jest w nim wszystko - sztuczki, cordeo, skoki, cwały... Coś pięknego! Marzę, żeby mieć kiedyś takie ujęcia :D

3. We Are Equestrians
Muzyka: Transformers Soundtrack
Montaż: Sophianinam
W internecie jest mnóóóóstwo filmików tego typu, ale ten ma nad resztą taką przewagę, że nie powiela schematów. Wystarczy wpisać sobie w youtube "Twierdzisz, że jeździectwo jest proste?" i wysokoczy milion filmików z dokładnie tymi samymi tekstami! Tutaj tego nie ma i chyba to najbardziej do mnie przemawia :)

 2. Colors
Muzyka: Tritonal & Paris Blohm ft. Sterling Fox - Colors
Montaż: taylorluvhorses16
Bardzo przyjemna nutka i świetny edit wykonany przez taylorluvshorses16 :)  Użyła profesjonalnie nakręconych filmów z zawodów w skokach, lonżowania i treningów bardziej bądź mniej znanych jeźdźców :> Wszystko daje "kolorowy" epicki efekt :D  Właśnie w stylu taylorluvshorses16. Podziwiam dziewczynę za tak niezwykłe umiejętności montażu :3

1. Radioactive ♥ 
Muzyka: Imagine Dragons - Radioactive (autorka zmixowała kilka remixów ;))
Montaż: xUnstoppableRidingx
Mistrzowski montaż! Te klipy! Ta muzyka! Te sandały! Epickość aż bije od tego filmiku! Oglądając go mam ochotę czekać nawet te 5 minut dłużej, żeby obejrzeć go w Full HD :3 To co mnie najbardziej oczarowało, to poświęcony na to czas! Nie dość, że zedytowała własne klipy, to jeszcze zmixowała kilka remixów, co dało niezwykle magiczny efekt! Naprawdę, jak dla mnie jest to filmik idealny! :D

Tyle na dziś :) Pewnie mi nie uwierzycie, ale pisałam ten post 2,5 godziny :P Zanim jednak wyjdziecie z mojego bloga, polecam również obejrzeć kilka moich skromnych materiałów na yt, na kanale EquiiHuculkaPL  :)
Dzięki za przeczytanie ;)

~Huculkapl 

sobota, 27 września 2014

Ponownie o wyprawie na Słowację :)

Dawno nie pisałam ^^" Ale to z powodu... w pewnej części brakiem czasu, w pewnej brakiem weny :)
Dzisiaj ponownie zawitaliśmy na Słowację :D
Tym razem krócej, spokojniej i z nieco chłodniejszą pogodą.

Wyjechaliśmy koło 9:00, ale pokręciliśmy się chwilę przy stajni. Wyczuwaliśmy konie w stępie, kłusie i galopie. Koło 9:30 ruszyliśmy w stronę kładki na Słowację :) Towarzyszyła nam leciutka mżawka, ale ani my, ani konie zbytnio się tym nie przejmowaliśmy. Jedynym problemem było to, że w niektórych miejscach kopyciaki się ślizgały, ale tragedii nie było.
Najpierw pojechaliśmy nad niewielki zalew wodny, wokół którego troszkę pogalopowaliśmy :)
 Było tam naprawdę bardzo faaaajnie <3 Nie było ślisko, kaczki nie płoszyły koni i dwa razy widziałam wyskakującą nad powierzchnię wody rybę :D

Potem pojechaliśmy standardową trasą pod górę. Było sporo kałuż do przeskakiwania, niektóre były dla Wertulki zdecydowanie za głębokie (na jej oko) i wybijała się z bardzo daleko. Nie wcale nie wyglądałam jak worek ziemniaków :>

Galopując pod pierwszą górkę, Werta zmęczyła się jako pierwsza z naszych hucułków. Aż się tym zaskoczyłam, bo nawet Latoja (która to zazwyczaj "padała" pierwsza) żwawo galopowała, a Wercik umarł xd No ale nie ma co narzekać, w czwartek miała ciężki teren.
Pod drugą górkę okazała się szybsza od Latoji, ale Prota za nic nie była w stanie przegonić :) Tak czy tak, zaliczyłam szybki galop bez rąk :>
Potem sporo stępa po bezkresnych Słowiańskich łąkach :) Do momentu napotkania sporego stada owiec, którego baca oświadczył żebyśmy szybko jechały żeby... nie wiadomo o co dokładnie mu chodziło, ale wychwyciłam "bojo sie" xd Nie mam pojęcia czy chodziło o nasze konie, owce czy jego ujadające psy :>
Tak więc galopem "uciekłyśmy" od owiec :)
Jedyna nieprzyjemna rzecz dzisiejszego dnia to, kiedy podczas powrotu zjeżdżaliśmy z dość stromej górki. Jechaliśmy w kolejności Kanion, Latoja, Prot i ja na Wercie. Kanion już dawno podjeżdżał pod górkę, która zaczynała się na samym dole pagórka z którego powoli zjeżdżaliśmy. Kamila na Latojce chciała dogonić Kaniona (sama podjeżdżała już pod górkę), więc zakłusowała. Prot na ten widok rzucił się galopem, kiedy był... w połowie zejścia? Kiedy Werta zobaczyła, że Prot pruje w kierunku koni postąpiła identycznie (y). Na szczęście biegły tak szybko, że po paru chwilach już podjeżdżaliśmy pod górkę.
Z Protem sytuacja powtórzyła się jeszcze później, ale Wertulka chyba zrozumiała swój błąd ^^"

Kolejna akcja - ale raczej zabawna niż przykra - wydarzyła się, kiedy zjeżdżaliśmy z błotnistej dróżki w dół. Werta nawet się nie poślizgnęła schodząc ze "stromizny", ale gdy tylko było już prosto poleciała na nogi i zrobiła ukłon godny Goliata (xD) z jeźdźcem na grzbiecie :D Od razu jednak wstała i poszła przed siebie udając, że nic się nie stało. Patrzyłam potem na jej nóżki i wszystko gra :)

Wróciliśmy już w spokoju :) A nie jednak nie xd Kiedy przechodziliśmy przez kładkę już na Polską stronę, zeszli się ludzie.
- Będzie w gazecie, że konie granice przekraczają!
- To Polacy są!
- Patrz, aż cztery!
Myślałam, że tam padnę. Zwłaszcza w momencie, kiedy Werta i Latoja stały blisko siebie - troszkę się obawiałam, że się skopią, ale skończyło się tylko na groźnych spojrzeniach.
Kiedy ludzie napatrzyli się na konie, pojechaliśmy już do stajni :)

Koniec opowieści :D
Była baaardzo przyjemnie :> Jeśli dobrze pójdzie to jutro terenik na Goliacie :D
~Huculkapl


czwartek, 14 sierpnia 2014

Jak nauczyć konia ukłonu? :)

Poradników na tym blogu jeszcze nie było :)
Od razu uprzedzam, że każdy koń jest inny - czas nauki, sposób oraz wykonanie może być zupełnie inne :) Opiszę w jaki sposób nauczyłam Goliata ukłonu, który prezentuje się tak:
Czasem koniuch cofa jeszcze nóżkę, ale to tylko jeśli ma "dobry humor" ^^

Co będzie nam potrzebne do rozpoczęcia nauki?
- Koń, który minimalnie nam ufa (nie musi za wami biegać i rżeć do was na powitanie, ale niech to nie będzie pierwszy lepszy wierzchowiec, spotkany na jakimś odległym od was pastwisku :P),
- Przysmak dla konia (może być zwykła marchewka, kawałek jabłka lub buraka),
- Pełne skupienie (trzeba uważać, żeby koń nie odgryzł nam palców :D).

Ok no to opiszę krok po kroku, jak my próbowaliśmy tej sztuczki :)

1. Podchodzisz do konia, którego chcesz nauczyć ukłonu i wyciągasz smakołyk
2. Pokazujesz koniu (koniowi, koniu? xd) przysmak i kiedy zwróci na niego uwagę, przekładasz smakołyk między przednie nogi zwierzaka.
3. Najlepiej, żeby rumak miał za zadem jakąś ścianę lub ogrodzenie, bo na początku będzie próbował się cofać.
4. Kiedy minimalnie schyli głowę, od razu daj mu smakołyk i poklep :) Nagradzaj minimalne postępy!
5. Gdy opanujecie już schylanie głowy, możesz dać smakołyk niżej - przy ziemi. Koń powinien się zgiąć przodem :)
6. Możesz dodać np.: oparcie się konia na nodze - podnosisz mu nogę i tak jak dawniej dajesz smakołyk do ziemi :)

My umiemy tylko tyle :) Żeby nauczyć konia reagowania na tyknięcie palcatem np.: nogi konia, należy dawać smakołyk do ziemi i przy okazji tykać nogę :>

Wiem, że poradnik troszkę bez ładu i składu, ale jest już późno :P

piątek, 8 sierpnia 2014

Koń "twardy w pysku" i "nie reagujący na łydki"...

Dzisiaj nieco mniej przyjemny temat.
Mianowicie napiszę o tym co oznaczają dwa zwroty, znajdujące się w temacie wpisu.


KOŃ "TWARDY W PYSKU"
Oznacza to, że przez  ingerencję człowieka, receptory dotyku konia, odczulają się na dotyk wędzidła. W prawie każdej szkółce rekreacyjnej jest koń z tym "schorzeniem". Jednak tak jak napisałam, jest to spowodowane tylko i wyłącznie przez jeźdźców, nadmiernie używanie wodzy. Jeśli na każdej lekcji, koń dostaje po pysku wędzidłem, z czasem zaczyna to ignorować.
Przykładem takiego konia w naszej stajni, jest Prot.
Kiedy tylko wyczuje, że ma na sobie osobę niepewną lub słabo jeżdżącą, zaczyna wymyślać. Skręca w przeciwnym kierunku od zamierzanego i choć sama nie raz ciągnę go za wszelką cenę w drugą stronę, on ignoruje nacisk wędzidła i jak czołg idzie w drugą stronę. Wtedy jednak wystarczy tylko zadziałać łydkami i dosiadem, a koń znów jest idealnym wierzchowcem :)

Źródło: tumblr
KOŃ "NIE REAGUJĄCY NA ŁYDKI"

Tutaj mamy w pewnym sensie, odwrotną sytuację. Koń zamiast, nie chcieć się zatrzymać, najchętniej szedłby całą lekcję stępem. Niektórzy klienci nawet kopią biedne konie, a one wciąż nie chcą przejść do wyższego chodu. Kopiąc piętami, wydaje się im, że pobudzają konia do szybszego biegu. Jest jednak wręcz przeciwnie, ponieważ tak jak w przypadku koni twardych w pysku, boki wierzchowca odczulają się od ciągłego kopania i dawania sygnałów.
Najczęściej przy takich koniach, w ruch idą ostrogi lub palcaty. W sumie czemu nie? Jednak czy jadąc w teren nie wolelibyśmy pokazywać się ludziom "naturalnie"? Bez żadnych niepotrzebnych pomocy, które często bywają w oczach przechodniów narzędziami tortur dla koni?

A przepis na to, żeby uniknąć niepotrzebnych munsztuków, palcatów i ostróg jest bycie delikatnym :) Wystarczy, że nie będziesz na każdej lekcje kopać konia lub szarpać go za wędzidło. Wiadomo, że w szkółkach rekreacyjnych, często konie są już "zepsute" pod tym względem. Jednak być delikatnym nam nie zaszkodzi :) Zwłaszcza jeśli chcesz w przyszłości mieć własnego rumaka, wyuczenie u siebie delikatności najlepiej zacząć jak najwcześniej.

Pozdrawiam
~Huculkapl

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Zawody Skokowe w Łopusznej

Od razu uprzedzam - nie, nie startowałam w zawodach :) Byłam tylko "fotografem" ;)

Koło 13 poszłam w stronę przystanka, skąd zabrały mnie Kamila i jej mama. Było bardzo gorąco, więc spodziewałam się, że pod koniec dnia będzie burza - wzięłam ze sobą sweter :) Tak na wypadek.
Dojechałyśmy koło 13:30, ale było opóźnienie i zawodnicy jechali dopiero 70 cm.
Od razu rozstawiłam statyw, przygotowałam aparat i znalazłam sobie odpowiednie miejsce :)
Pogoda była naprawdę, idealna do zdjęć :)
Byłam bardzo podjarana, bo to były moje pierwsze zawody w życiu i nie mogłam się nacieszyć widokiem, tylu koni w jednym miejscu :D

Z tego co mówiła jakaś dziewczyna, był tylko jeden upadek i to na niższych przeszkodach. Był jednak dość poważny, bo wzywali karetkę :C Nie wiem co dokładnie się stało, bo akurat mnie nie było, ale ponoć dziewczyna spadła po oddaniu skoku. Na szczęście koń się zatrzymał i jej nie zdeptał.

Razem z Kamilą wypatrzyłyśmy kilka par czekających na wyższe konkursy (80 i 100 cm), więc skorzystałyśmy i popytałyśmy czy możemy sobie porobić zdjęcia :)


Znalazło się nawet kilka koni zimnokrwistych :) Był taki jeden ogierek, był magicznie piękny. Szłyśmy już w jego stronę mówiąc "Wygląda na spokojnego". Byłyśmy w błędzie xd
Doszłyśmy do niego, a on nagle się zerwał i zaczął galopować za jakąś klaczą, czekającą na swój przejazd. Klacz zaczęła uciekać i ogólnie zrobił się mały chaos. Ogierek cały czas rył kopytami o ziemię, a klacz uciekała.
W końcu właściciele ogiera zaprowadzili go na mały, ogrodzony teren.

My za to poszłyśmy na rozprężalnie. Znajdowała się zaraz za parkurem i dodatkowo, była otwarta, więc wielu jeźdźców wyjeżdżało na pobliskie łąki.
Spotkałyśmy dużo Słowaków :P





Znalazły się nawet dwa arabki :)
Ten na tym zdjęciu zajął (chyba) piąte miejsce w 80 cm :)

Ponagrywałam troszkę na rozprężalni i na łąkach. Porobiłam kilka zdjęć i już zaczął się konkurs 90 cm.
Wtedy na niebie pojawiły się ciemne chmury. Błyskało się już od dłuższego czasu, więc nikt nie zwracał na to uwagi. Do czasu, aż zaczęło padać.

Narzuciłam sweter na głowę i jeszcze przez dwa przejazdy siedziałam z aparatem, w połowie schowanym pod swetrem, ale kiedy zaczęło mocniej padać i na obiektywie zaczęło pojawiać się mnóstwo kropelek, poszłyśmy na chwilkę się schować pod parasole, rozłożone niedaleko parkuru.
Przeczekałyśmy i kiedy troszkę się uspokoiło poszłyśmy oglądać dalsze przejazdy. Nie wyciągałam jednak aparatu, bo i tak nie miało to sensu, a bałam się, że mi zamoknie czy coś xd

No i oglądamy. Zaczęło się robić ślisko i konie często, niebezpiecznie się ślizgały. Jeden poślizgnął się nawet przy odbiciu i poleciał cały na przeszkodę. Jeździec ledwo się utrzymał, ale byli cali, więc kontynuowali :)

I wtedy komentatorka mówi "Na parkur wjeżdża Ilona Majewska...".
Od razu wyciągnęłam aparat :D
Była to moja idolka, którą poznałam z youtube :)

 Startowała na dwóch koniach, w konkursie 90 i 100 cm :)
Niestety przy każdym przejeździe miała jedną zrzutkę :/


Jednak po przejeździe poszłyśmy ją trochę pośledzić xd
Zrobiłyśmy sobie zdjątka z jednym, z koni na którym startowała... nawet pomachała mi do aparatu :D












Po przejeździe w 100 cm, poszłam zapytać czy mogłabym też zdjęcie z nią :) Zgodziła się i chwilkę pogadałyśmy, bo jak się okazało, kiedy tylko powiedziałam, że jestem z Sromowiec Wyżnych, skojarzyła sobie właśnie z youtubem i zaprosiła mnie do swojej stajni :) Obiecałam, że kiedyś wpadnę ;)

To był jeden z przyjemniejszych dni w moim życiu :) Mimo przelotnie brzydkiej pogody :D
Za rok obowiązkowo, tutaj wrócę C:

sobota, 28 czerwca 2014

Goliatowo - Oklepowo


Siema :)
Dzisiaj będzie o moim wczorajszym dniu u koni :) 
Przyjechałyśmy z Karolina i pani instruktor powiedziała co będziemy robić. Zaplanowała dwie gry z 7 games Parelliego - zaprzyjaźnianie i oprowadzanie :) Przygotowałyśmy konie - ja Goliata, Karolina Prota, a Kamila Latojkę. 
Z zaprzyjaźnianiem lub jak to pani instruktor dokładniej nazywała - przyzwyczajaniem - było dość cienko, jeśli chodzi o Goliata. Misiek jest najbardziej strachliwym koniem w naszej stajni, ale ku mojemu zaskoczeniu nie wystraszył się swetra, którego kiedyś wolał unikać :)
Wzięłam więc drugą rzecz - był to palcat z przyczepionymi na końcu wstążkami i kawałkami bibuły. Koń od razu postawa "Jestem Smokiem! Nie dotykaj mnie lepiej!" i panicznie wystraszony. Jednak nie uciekał, tylko robił wielkie oczy, a gdy wstążki powiewały przy jego boku, ona próbował je kopnąć. Było dość sporo kwików i nagłego rzucania głową, ale w końcu udało mi się przyzwyczaić jego główkę do straszaka. 

Potem poszliśmy szybko po ogłowia i miałyśmy krótką jazdę na oklep :)
Jako że za niedługo planuję pojechać na Goliacie w stępowo-kłusowy terenik, przyzwyczajanie go do kantara i ogłowia założonych naraz - challenge accept :D

Goliatek bardzo ładnie chodził :) Aż się zdziwiłam, bo normalnie kłusował :3 Nawet próbował skakać przez cavaletti położoną na ziemi :D 

Oczywiście musiałam biedaka troszkę pomęczyć moimi półsiadami wyścigowymi itp. xD Biedny ma ze mną tyle problemów ;>
Pokonaliśmy też kilkakrotnie straszne bibułki leżące na ziemi :) Ani razu się nie wystraszył (może po prostu ich nie zauważył?!) i naprawdę zacznę namawiać panią instruktor na częstsze jazdy na nim :) Napaliłam się na ten teren :D 

Tyle na dziś :) Troszkę krótko, ale nie będę się za każdym razem rozpisywać xd Do kolejnego wpisu!

~Huculkapl

niedziela, 15 czerwca 2014

Górki, Prosta i "Parkur"

Siemanko! :)
Właśnie wróciłam od koni i chcę (póki wszystko dobrze pamiętam) opisać co robiłam jeżdżąc na Wercie :D
Przypominam, że to ten konik :D
No to tak :) 
Osiodłałyśmy sobie konie, ja - Wertę, Karolina - Latoję. Z Wertą nie mam już żadnych problemów :3 Jeszcze kilka miesięcy temu bałam się wyczyścić jej kopyta, a teraz bez obaw miziam ją po chrapkach i zadku :) 
Po dokładnym sprawdzeniu sprzętu wsiadłyśmy na konie za bramą :) Po krótkim rozstępowaniu, pani instruktor wskazała nam kilka stromych górek na które miałyśmy wjechać, a później z nich zjechać tą samą drogą :) Za pierwszym razem nie byłam co do tego przekonana, po głowie zaczęło mi krążyć mnóstwo przykrości jakie mogłyby mi się przydarzyć (z krzaków wybiega straszny mężczyzna przebrany za banana, Werta płoszy się i wskakuje do rzeki, płynącej obok xD), więc Wertulka przejęła to ode mnie i zrezygnowała. Z Latoją to samo. Spróbowałam jeszcze raz i tym razem klaczka od razu zeszła :)
  Popróbowałyśmy kilka razy, potem weszłyśmy na stromsze górki i konie bez problemu wchodziły i schodziły z pagórków :) 
To nauczyło mnie, że muszę być seeeerio stanowcza i dać koniu szansę spróbować zrobić coś nowego. "To młode konie i musicie je naprowadzić" - jak to powiedziała pani instruktor :) 
Potem poszłyśmy na jeszcze stromsze górki, ale tam tylko podchodziłyśmy, a schodziłyśmy po łagodnej ścieżce :)

Kiedy koniki się już troszkę rozgrzały, pojechałyśmy na pobliskie łączki. Tam kilka wolt w kłusie i galop wokół boiska sportowego :)





 


Tam porobiłyśmy przejścia kłus-galop, które wychodziły mi wyjątkowo fajnie :) Czuję, że coraz lepiej dogaduję się z tym koniem :3 I ten moment, kiedy ze stój bez problemu rusza do galopu :) Niby taka drobnostka, a cieszy jak lizak dziecko <3
Jeszcze na uspokojenie przejścia stęp-kłus i pani instruktor zaproponowała nam galop po prostej :) Takie moje małe marzenie :D 
Po rajdzie na Słowację, miałam mały niedosyt jeśli chodzi o galop xd Więc kiedy wjechałam na prostą pogoniłam Wertę jak tylko mogłam (no może nie biłam jej palcatem po zadzie i nie krzyczałam jak opętana, ale pomińmy to...). 
Na końcu prostej zrobiliśmy wielką woltę w galopie i wróciłyśmy na boisko, po czym powtórzyłyśmy to :)
Chwilkę luzu dla koni, jedno kółko stępem wokół boiska i jedziemy dalej pracować na ujeżdżalni.

Tam zrobiłyśmy kilka kółek stępem, podczas których pani instruktor ułożyła nam kilka drągów na galop. Zebrałyśmy wodze i ruszyłyśmy jedno koło energicznym kłusem. Przed drągami przeszłam do galopu. Werta idealnie pokonała obydwa drągi :)
 
 
Mój półsiad [*]

Potem pani instruktor ułożyła nam parkur, składający się z... drągów :D Najpierw pokonałyśmy go kłusem, żeby obejrzeć jak ma przebiegać przejazd, a potem czas na galop :) Jeden drąg wyjątkowo mnie denerwował, bo musiałam ostro zawrócić Wercika i utrzymać ją w galopie, jednocześnie uważając żeby się nie przewróciła. Jednak za trzecim lub czwartym podejściem przejechałam bez żadnych problemów :) 
 
 Po naszej jeździe przyszła dziewczynka na jazdę, a po jej skończeniu sprowadziliśmy wszystkie konie na padok :)





 
 

 

sobota, 24 maja 2014

Zwalczanie owadów przy koniach :)

Owady, owady i jeszcze raz owady! 
Muchy, gzy, komary... za miesiąc będą naszymi stałymi towarzyszami w stajni jak i poza nią. Ten kto przebywa w wakacji w stajni, wie, że czasem te uciążliwe stworzonka potrafią nieźle zdenerwować. 
Idziesz na pastwisko i chcesz zrobić piękne zdjęcie, pięknego oka twojego ulubionego wierzchowca. Łapiesz ostrość, ale wokół konia jest pełno much, które nie dość że niszczą efekt to jeszcze sprawiają naszemu ulubieńcowi sporo problemów. 

Stajnia do której przyjeżdżam jest w o tyle nie ciekawej sytuacji, że znajduje się zaraz przy rzece :P Owadów jest tam mnóstwo! Muchy poza tym że oczywiście niszczą zdjęcia, to nie przeszkadzają tak bardzo jak gzy... Jeśli ma się taką świetną ekipę jaką mam ja, to ostrzegą cię, że siedzi na tobie mucha wgryzająca się w twoje ciało. Jednak podczas samotnego obcowania przy koniach (np.: przy sprowadzaniu wierzchowca na jazdę) nikt cię nie uprzedzi. 
 No cóż ja akurat nie stosuję żadnego preparatu, ponieważ do mnie owady aż tak nie lgną :P Jedna z moich znajomych używa tylko sprayu przeciw komarom, ale to kwestia uczulenia...

Jeśli chodzi o konie, to latem, jazda w stępie jest chyba najgorszym z możliwych wyjść... Koń nie rusza się dość szybko, więc owady bez problemu utrzymują się na jego skórze. Dlatego ja osobiście zalecam szybkie rozgrzewki (nawet przed wspięciem się na wierzchowca), jeszcze szybciej rozstępować konia i zacząć robić coś ruchliwszego :) (Chyba że ma ktoś krytą ujeżdżalnię, chociaż nie jestem pewna czy much jest tam mniej... nigdy w takiej nie jeździłam ^^") 
Jednak w naszej stajni przez całe lato w siodlarni stoi na magicznej półeczce, magiczny preparat przeciwko owadom! 
Używamy sprayu firmy Endure :) Jest to jednak dość drogi "sprzęt" i nie zawsze skuteczny. Jasne, koń jest przez 15 minut uwolniony od natrętnych much. Jednak po tych 15 minutach znowu zaczyna się udręka. Nasze konie pracują rekreacyjnie, więc zazwyczaj po tym czasie, konik jest już na pastwisku :) Na ambitniejszą jazdę jest to o tyle dobre, że przez te kilkanaście minut skończysz spokojną rozgrzewkę i przejdziesz w bardziej ruchliwy chód - muchy nie będą w stanie utrzymać się na galopującym koniu :) 

Kolejnym sposobem na muchy (przynajmniej na końskiej głowie), używanym w naszej stajni są są frędzelki :) Te używane przez nas są wykonane z materiału :) W upalne dni są przeczepiane nie tylko do ogłowia, ale też do kantarów na pastwisku ;)

Kolejnym sprzętem jest derka siatkowa. No cóż... Jak to widać na zdjęciu wyżej, na Goliata nie jest zbyt dopasowana ^^" Jednak chroni mu plecki i zad - czyli miejsca gdzie koń nie ma jak odgonić się od much. Zakładamy je zazwyczaj w baaaardzo upalne dni lub kiedy przewidujemy, że konie większość czasu spędzą na pastwisku :)

Nasza pani instruktor używa u swojego Kaniona moskitiery :) Idealna ochrona przed owadami! Wzrośnie również liczba osób pytających, czy ten koń jest ślepy :P Jadąc w teren spotykamy zazwyczaj przynajmniej jedną osobę o to pytającą ^^"
 
  Pisząc z panią instruktor, przypomniała mi ona, że Kanion miał przez wakacje też opaski owadobójcze. Dokładnie nie jestem pewna jak one działają (to na zdjęciu to też nie jest ta opaska), ale są ona z tworzywa przesiąkniętego jakąś substancją owadobójczą :P Naprawdę nie mam pojęcia jak to działa. Wiem tylko tyle, że Kanion miał cztery opaski przez jakiś czas, po czym zgubił jedną i już ich nie nosi :P

Jeśli popyta się ludzi powiedzą, że na odstraszenie much dobry jest czosnek, ocet, zapach wanilii i różnych tego typu rzeczy :P Osobiście nigdy nie stosowałam, ale muszę wypróbować ten czosnek bo dużo osób o nim nawija ;)

Tyle na dziś, mam nadzieję że wpis wam się podobał C:
 

niedziela, 11 maja 2014

Słowacja moim marzeniem ♥

Hejka :) Dawno tutaj nie pisałam, ale przy koniach nie działo się zbyt wiele... czyt. tak wiele żeby napisać o tym posta :P
Zacznijmy może od podstawowych informacji, o których warto wiedzieć:
- na Goliatku nie będę mogła jeździć dopóki mój dosiad nie będzie "idealny" zwłaszcza przy anglezowanym. Mogą na nim jeździć tylko osoby o tym idealnym dosiadzie :) Okazało się że ma zniszczony kręgosłup ;_; od obijania mu grzbietu czyimś ciężkim zadem (prawdopodobnie moim xd).
- obecnie w tereny będę jeździła chyba tylko na Wercie :P
- za około 2-3 tygodnie będę mogła jechać na Słowację w teren :3

 Póki co dziewczyny z naszej ekipy były dzisiaj właśnie na tej wymarzonej Słowacji, a kiedy wróciły pani instruktor wzięła mnie w krótki terenik po okolicy :) Było dość sporo galopu, po prostej miałam chyba najszybszy galop ever :P





Kiedy one były w terenie, ja poszłam na pastwisko do Goliata i Lamii, dokładnie je wyczyściłam, troszkę ponagrywałam, cyknęłam kilka zdjęć :)

 Pobawiłam się troszkę ogonkiem Goliatka :) Niestety nie dość że nie miałam czym spiąć tego pseudo-warkoczyka to jeszcze muchy nie pozwalały na to żeby mu go zostawić :/
Wyczyściłam obydwa konie wyszczotkowałam dwa razy, więc wręcz błyszczały :) Lamię chyba nawet trzy, bo potem wróciłam do siodlarni po uwiąz i wzięłam ją na padok. Jak rozpaczała po tym, że nie ma z nią innych koni D:
W piątek za to... na całym padoku było pełno kałuż, co kończyło się tym że Werta była z jednej strony cała z błota... nie żartuję o.O
Goliatowi natomiast spodobała się pewna kałuża, ale gdy tylko klęknął żeby się wytarzać, jednak stwierdził że ta kałuża jest jego nie godna :>






I w skrócie tyle :P Mam nadzieję, że wpis w miarę wam się podobał :P Dzisiaj wyjątkowo krótko, ale tak jak to pisałam na początku - u koniów nic ciekawego się nie działo ^^"

~Huculkapl






sobota, 19 kwietnia 2014

Spóźniony 15 kwietnia :D

Hej :)
Być może wiecie, a być może nie... 15 kwietnia miałam 15 urodziny :) Niestety nie byłam w stanie przyjechać wtedy do koni, ale pani instruktor zapowiedziała moją "imprezę" na dzisiaj :D 
Gdy tylko przyjechałyśmy miałam nakaz przyprowadzić Goliata z pastwiska, dobrze go wyczyścić ("On ma lśnić!" - pani instruktor :3), założyć mu ochraniacze, przypiąć lonżę i iść na ujeżdżalnię :)


 Na ujeżdżalni dostałam plan toru przeszkód, jaki z ziemi miałam pokonać z miśkiem :
1. Rozgrzać Goliata (stęp, kłus, galop na lonży)



2. Kiedy czułam że koń jest gotowy, miałam z nim pokonać dwie przeszkody, cavaletti i przeszkodę z cavaletti :)




3. Potem miała odrzucić bat i kłusem dobiec z Goliatkiem do słupków na drągi. Tam przy pomocy marchewek, które wcześniej dostałam, miałam nakłonić go do ukłonu :)
4. Potem wolta wokół jednego z pachołków. W tym samym miejscu, musiałam jak najszybciej zapleść konikowi warkocza :D
5. Potem drugi ukłon i kolejna wolta przy drugim pachołku :) W tym miejscu, miałam wsiąść na konia, zrobić flagę i młynek :D

6. Następnie poza ujeżdżalnią już z ziemi, slalom i cavaletti :)
7. Powrót po odbiór nagrody jaką była wspaniała torebka z zdjęciem Goliata :3
W środku było mnóstwo słodyczy :D Prawie się popłakałam jak to zobaczyłam :*
Teraz Goliat jest ze mną nawet, kiedy nie jestem w stajni :D






Dzień zaliczam do meeeega pozytywnych :3