niedziela, 14 grudnia 2014

Kiedy koń odmawia lonżowania...

Hej :)
Dawno nie było żadnego wpisu, ale wiąże się z tym nie tylko to, że rzadko bywam u koni, ale również to, że nie miałam pomysłu na notkę ^^"

Wczoraj jednak byłam u koni i spłynęła na mnie inspiracja :)
W skrócie to co wczoraj się działo:

Wszystkie konie były idealne! Poza Goliatem i troszkę też Wertą i to właśnie oni będą "bohaterami" tego wpisu.
Prot - przegoniłyśmy go żeby mieć pewność, że nie będzie sprawiał kłopotów. Miał dużo energii, więc z dziesięć jak nie więcej kółek wokół ujeżdżalni zrobił :) Na lonży był idealnie spokojny, nie wyrywał się i słuchał :) Momentami opuszczał główkę ;)
 Właśnie, bo zapewne nie wiecie (tak bardzo nie na temat xd) - wysypali nam piaseczek na ujeżdżalni wzdłuż ścieżki :3 Konie nie przyzwyczajone podnosiły nogi tak jak Prot na tym zdjęciu :D
Na zakończenie pracy, z każdym koniem wchodziłyśmy na podest, żeby miały z tego coś więcej niż tylko bieganie :)














Lamia - była torpeda :D Była bardziej energiczna od Prota, co niestety skończyło się dla niej glebą i to nie jedną... Na szczęście nic jej nie było i jakby nigdy nic, biegała dalej.

Przy niej Kamila spróbowała Join-up :) Trudno powiedzieć czy zadziałał, czy nie...
Kiedy Karolina wzięła ją na lonżę, dalej miała dużo energii. Musiała zrobić jej kilka okrążeń w stępie i dopiero wtedy, troszkę się ogarnęła.
Aczkolwiek nie obyło się też bez próby ucieczki, ale nie stawiała za bardzo oporu, tylko raz trochę pociągnęła w jakimś nieokreślonym kierunku.






Latoja - zupełne przeciwieństwo Lamii. Ona sobie tak tylko hasała, kiedy podczas poganiania zauważyła, że się na nią nie patrzy, to przechodziła do kłusa. W końcu stwierdziłyśmy - nie ma tak dobrze, koleżanko, my ci dyktujemy tempo! Więc Kamila i Karolina (ja byłam fotografem ^^") stanęły po dwóch stronach ujeżdżalni i ją poganiały. Klacz trochę się nabuzowała i ładnie biegała :)
Na lonży - idealnie ;)





A teraz przejdźmy do tematu wpisu...
Zacznę może od Werty, bo to ona najbardziej pozytywnie nas zaskoczyła. Nic nie wymyślała, a jeśli czytacie tego bloga już od dłuższego czasu, to na pewno wiecie, jakie są z nią problemy z ziemi ;)
Poganianie odbyło się bez problemowo - nawet zmiany kierunków poprzez przejście w stój, których najbardziej się obawiałam poszły bardzo fajnie ;]
Tym razem join-up próbowałam ja i moim zdaniem się udał :) Na koniec podeszła (z zawahaniem, ale podeszła!) i przeżuwała, jedynie nie zniżała głowy :P
 Dużo gorzej poszło z lonżowaniem. Tutaj pałeczkę przejęła Kamila. Werta stwierdziła, że ona nie ma ochoty na lonżę i kiedy Kamila chciała zacząć (lonża i bat już były na swoim miejscu), klacz odwracała się do niej i nie było jak jej lonżować. Przynajmniej nie atakowała, ale bunt to bunt.
W takiej sytuacji, wymyśliłyśmy, żeby pobiegać z nią kłusem, z ręki. Kamila dalej miała z nią ten problem, że kiedy chciała zacząć kłusować, to Wercik zaczynał gryźć.
Wzięłam ją ja i było nieco lepiej, ale strasznie rzucała głową - jakby się od much odganiała (Eeeee Werta, nie ta pora roku!).
Troszkę tak pochodziłyśmy i już kończyliśmy :) No oczywiście jeszcze trap :D

Z Goliatem to samo. Poganianie idealnie :) Tym razem nie join-up, tylko zwykłe wyzbycie się energii. A miał jej dość sporo, ale wiadomo nie ma kondycji, więc po 5 minutach poganiania już zaczynał się pocić.
Wzięłam go na lonżę. Wszystko szło super, przejścia, zmiany kierunków były cud, miód i truskawka :)
Przy zagalopowaniu też było świetnie, tylko raz strzelił małego bryczka, ale nie w moją stronę, więc jest progres ;]




Mieliśmy już kończyć, kiedy nagle on się do mnie odwrócił i to samo co Werta. Kiedy podchodziłam do jego boku, on albo się cofał, albo odsuwał tak, że dalej staliśmy naprzeciwko siebie.
Troszkę się z nim przeszłam w ręku, bez kłusa - sam stęp.
Wróciliśmy do lonżowania i zrobił jedno kółko stępem, chciałam przejść do kłusa - odwrócił się do mnie, no i co tu z tym koniem robić c: Teraz zdaję sobie sprawę, że gdybym dała mu zrobić więcej kółek stępem, może szybciej udałoby mi się go "poskromić" :>
W każdym razie - podchodzę do niego, a on się cofa. Kamila już proponowała, że ona z nim spróbuje, ale stwierdziłam: "Nie! Ja to zaczęłam, ja to skończę! Jeśli  chcę żeby kiedyś był mój, muszę być wyżej od niego!".
Rada od Kingi (wł. Luckiego) od razu przebiła mi się do głowy - "Zachować spokój!".
Chwilkę tak postaliśmy patrząc na siebie, zrobiłam maleńki kroczek - byłam obok jego głowy. Patrzę - tylna noga nieznacznie przesunęła się do tyłu. Powtarzam sobie "Zachować spokój!" i pochwalam mimo wszystko. Kolejny krok - konio stoi grzecznie - głaszczę, klepię, chwalę. Tip topami doszłam do jego zadu, pogłaskała i chwaliłam przez jakiś czas. Wydłużyłam lonżę i pacnęłam batem o ziemię, za nim. Grzecznie ruszył do przodu i już chodził grzecznie.
Jedno kółko kłusa - koń nawet nie odwrócił głowy w moją stronę. Na koniec dostał marchewkę i już stępowaliśmy. Po dwóch kołach wokół ujeżdżalni, jeszcze chyba z cztery razy popróbowaliśmy ukłonów. Koń idealny <3
No i obowiązkowo na trap :)

Zapmiętajcie:
  • Przy koniach lepiej szczegółowo niczego nie planujcie ; ] Chciałam z Goliatem popracować 10-15 minut, a pracowaliśmy pół godziny. 
  • Nie róbcie nic za szybko - Goliat wymyślał, ogarnął się, a ja od razu chciałam żeby zakłusował... nie wypaliło...
  • Podchodźcie do wszystkiego spokojnie - jeśli czujesz, że od razu sobie z koniem nie poradzisz, uspokój go choćby i tym stępem wokół ujeżdżalni.

Mam nadzieję, że wpis wam się podobał i wynieśliście z niego to małe podsumowanie na końcu ;)
~Huculkapl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz