Tytuł taki troszku bez sensu, ale jak się wczytacie to na pewno zrozumiecie o co chodzi :D
No to zacznę od dedykacji, których wcześniej tutaj nie było :> Wpis dedykuję najlepszej instruktorce, z jaką miałam możliwość współpracować, panu fotografowi, który mimo minusowych temperatur dzielnie focił i nagrywał (a nawet uchwycił kilka bardzo zabawnych momentów, które z pewnością wykorzystam!) oraz pani Beacie, dzięki to której dzisiaj uśmiechałam się, mimo zimna :D
Dobra, a teraz przejdę do rzeczy ;)
Dzisiaj było bardzo pozytywnie (w całooości :D). Zaczęło się od bardzo miłego przywitania z panią instruktor, której nie widzieliśmy co najmniej miesiąc :>
Po wyprzytulaniu się podzieliliśmy się na grupy i trafiłam do tej skokowej :) Dostałam Lamię, która była baaardzo energiczna jak na nią ;)
Już przy czyszczeniu nieźle zmarzła (tak, że nawet teraz po 3 godzinach, dalej czuję, że mam skostniałe palce) :> No i po osiodłaniu i okiełznaniu poszliśmy na ujeżdżalnię. Po rozgrzewce od razu zrozumiałam o co chodziło instruktorce z "Lamia z ADHD" :D
Aha no i cały czas padał śnieg, więc było pieruńsko zimno xd
Klaczucha bardzo fajnie szła do przodu, przy galopie troszkę pobrykała, ale mi się takie tempo u niej podoba ;)
Piaseczek przeszedł pierwszy chrzest i dobrze, bo wszędzie było ślisko, tylko nie na ujeżdżalni :D
W każdym razie, po jakimś czasie, zaczęło mi być tak zimno, że kiedy stępowaliśmy, ja anglezowałam bez strzemion xD
Potem przyszedł czas na skoki :) Lamia jeszcze w wakacje skakała trochę "na żabę" :P Choćby nie wiem jak ją rozpędzić na przeszkodę, ona stawała przed nią i ze stój skakała :P Tego się trochę obawiałam, że będąc tak rozpędzona (w końcu leciała prawie na zabicie) po prostu zlecę ^^"
A tutaj taka niespodzianka, że koń latał jakby skrzydła miała :)
Rozmazane, ale zdj jest :> Tak dzisiaj szporciliśmy ;) O to właśnie chodzi ze wzniesieniem się, jakby ktoś jeszcze nie ogarnął xd
A teraz czas na upadek xd
Po skończeniu jazdy na Lamii, pani instruktor zaproponowała mi żebym wsiadła na Goliatka. Oczywiście jego siodło miała na sobie Latoja, więc zostało siodło Prota... Z tym, że popręg był za krótki xD
No to jeżdżę na oklep :P Było o tyle fajnie, że grubasek ogrzewał mnie od dołu :D
Pojeździliśmy w zastępie (byliśmy na samym końcu i czołowy zaczął nas z tyłu doganiać xd), troszkę pogalopowaliśmy, ogólnie to była leciutka jazda.
Potem poszliśmy pojeździć na łące (Goliat tak zabawnie obserwował lampki świąteczne na pobliskich domach xD). Tam był o wiele żwawszy :)
No i po kilku okrążeniach, pani instruktor mówi, żebym już go zabierała do stajni.
No i bardzo stęskniona za misiakiem ja, stwierdziłam, pojedziemy dłuższą drogą i wypuszczę go przez padok, zamiast przez ujeżdżalnię - pierwsza głupota w moim wykonaniu :P
Druga była o wiele gorsza xd No bo jedziemy sobie spokojnie stępem i kiedy Aneta z Karoliną wychodzą zza choinek, żeby pogadać z panem fotografem i panią Beatą, on tak zamiera i patrzy. To ja go uspokajam no i bez problemu jedziemy dalej. Chwila! Jednak jest problem, bo zajechaliśmy kilka kroków, już prawie jesteśmy przy bramce od padoku, kiedy Goliat zrywa się do panicznego galopu (szkoda, że na normalnej jeździe nie umie galopować tak szybko xd) i po kilkunastu foulach, włącza ręczny. Utrzymałam się, ale kiedy stanął siedziałam mu na szyi :P Dalej się trzymam! Rękami za grzywę, nogi oplotłam mu wokół szyi, ale on zaczął rzucać głową... Więc puściłam, gdybym chciała jeszcze bym się pewnie utrzymała, ale przecież było nisko, więc nic mi się nie stanie, a po co niepotrzebnie stresować konia? xd
No to spadłam i zaczęłam się śmiać - szkoda, że tego nikt nie nagrał xD
Goliat odwraca się i MYK! Kopniak idealnie wycelowany w moje kolano... Aż mi się łzy w oczach zebrały xd Złapałam się za nogę i patrzę, a Goliat ucieeeeeeeeeeka :>
Podbiegają ludzie i mnie ratują, poczułam się jak ci kontuzjowani piłkarze na meczach :D
Na początku strasznie się bałam, że złamana noga :| Gdyby tak było, to pewnie już tylko potajemnie bym mogła do koni przychodzić xD Bo rodzice by mnie po trzecim złamaniu już nie puszczali :P
Ale teraz już jest ok :) To tylko stłuczenie, lekka opuchlizna, no i rozcięta skóra ;) Lód bardzo pomógł, więc jeśli będzie w miarę dobrze, to jutro znowu do koni :3
Jednak trzeba będzie Goliatowi zrobić duuuuuuuużo friendly :P Bo nie mam pojęcia czego mógł się dzisiaj wystraszyć, ale muszę z nim popracować :>
Tyle na dzisiaj, mało zdjęć :/ Ale jeśli jutro jeszcze skoczę do koni, to Goliatkowi obowiązkowo coś pocykam :v
Mam nadzieję, że wpis się podobał ;)
~Huculkapl