niedziela, 28 grudnia 2014

Jak to jest jednego dnia się wznieść i upaść?

Tytuł taki troszku bez sensu, ale jak się wczytacie to na pewno zrozumiecie o co chodzi :D
No to zacznę od dedykacji, których wcześniej tutaj nie było :> Wpis dedykuję najlepszej instruktorce, z jaką miałam możliwość współpracować, panu fotografowi, który mimo minusowych temperatur dzielnie focił i nagrywał (a nawet uchwycił kilka bardzo zabawnych momentów, które z pewnością wykorzystam!) oraz pani Beacie, dzięki to której dzisiaj uśmiechałam się, mimo zimna :D

Dobra, a teraz przejdę do rzeczy ;) 
Dzisiaj było bardzo pozytywnie (w całooości :D). Zaczęło się od bardzo miłego przywitania z panią instruktor, której nie widzieliśmy co najmniej miesiąc :>
Po wyprzytulaniu się podzieliliśmy się na grupy i trafiłam do tej skokowej :) Dostałam Lamię, która była baaardzo energiczna jak na nią ;)
Już przy czyszczeniu nieźle zmarzła (tak, że nawet teraz po 3 godzinach, dalej czuję, że mam skostniałe palce) :> No i po osiodłaniu i okiełznaniu poszliśmy na ujeżdżalnię. Po rozgrzewce od razu zrozumiałam o co chodziło instruktorce z "Lamia z ADHD" :D 
 Aha no i cały czas padał śnieg, więc było pieruńsko zimno xd
Klaczucha bardzo fajnie szła do przodu, przy galopie troszkę pobrykała, ale mi się takie tempo u niej podoba ;)
Piaseczek przeszedł pierwszy chrzest i dobrze, bo wszędzie było ślisko, tylko nie na ujeżdżalni :D
W każdym razie, po jakimś czasie, zaczęło mi być tak zimno, że kiedy stępowaliśmy, ja anglezowałam bez strzemion xD
Potem przyszedł czas na skoki :) Lamia jeszcze w wakacje skakała trochę "na żabę" :P Choćby nie wiem jak ją rozpędzić na przeszkodę, ona stawała przed nią i ze stój skakała :P Tego się trochę obawiałam, że będąc tak rozpędzona (w końcu leciała prawie na zabicie) po prostu zlecę ^^"
A tutaj taka niespodzianka, że koń latał jakby skrzydła miała :) 
 Rozmazane, ale zdj jest :> Tak dzisiaj szporciliśmy ;) O to właśnie chodzi ze wzniesieniem się, jakby ktoś jeszcze nie ogarnął xd

A teraz czas na upadek xd 
Po skończeniu jazdy na Lamii, pani instruktor zaproponowała mi żebym wsiadła na Goliatka. Oczywiście jego siodło miała na sobie Latoja, więc zostało siodło Prota... Z tym, że popręg był za krótki xD
No to jeżdżę na oklep :P Było o tyle fajnie, że grubasek ogrzewał mnie od dołu :D
Pojeździliśmy w zastępie (byliśmy na samym końcu i czołowy zaczął nas z tyłu doganiać xd), troszkę pogalopowaliśmy, ogólnie to była leciutka jazda.
Potem poszliśmy pojeździć na łące (Goliat tak zabawnie obserwował lampki świąteczne na pobliskich domach xD). Tam był o wiele żwawszy :) 
No i po kilku okrążeniach, pani instruktor mówi, żebym już go zabierała do stajni. 
No i bardzo stęskniona za misiakiem ja, stwierdziłam, pojedziemy dłuższą drogą i wypuszczę go przez padok, zamiast przez ujeżdżalnię - pierwsza głupota w moim wykonaniu :P

Druga była o wiele gorsza xd No bo jedziemy sobie spokojnie stępem i kiedy Aneta z Karoliną wychodzą zza choinek, żeby pogadać z panem fotografem i panią Beatą, on tak zamiera i patrzy. To ja go uspokajam no i bez problemu jedziemy dalej. Chwila! Jednak jest problem, bo zajechaliśmy kilka kroków, już prawie jesteśmy przy bramce od padoku, kiedy Goliat zrywa się do panicznego galopu (szkoda, że na normalnej jeździe nie umie galopować tak szybko xd) i po kilkunastu foulach, włącza ręczny. Utrzymałam się, ale kiedy stanął siedziałam mu na szyi :P Dalej się trzymam! Rękami za grzywę, nogi oplotłam mu wokół szyi, ale on zaczął rzucać głową... Więc puściłam, gdybym chciała jeszcze bym się pewnie utrzymała, ale przecież było nisko, więc nic mi się nie stanie, a po co niepotrzebnie stresować konia? xd
No to spadłam i zaczęłam się śmiać - szkoda, że tego nikt nie nagrał xD
Goliat odwraca się i MYK! Kopniak idealnie wycelowany w moje kolano... Aż mi się łzy w oczach zebrały xd Złapałam się za nogę i patrzę, a Goliat ucieeeeeeeeeeka :> 
Podbiegają ludzie i mnie ratują, poczułam się jak ci kontuzjowani piłkarze na meczach :D
Na początku strasznie się bałam, że złamana noga :| Gdyby tak było, to pewnie już tylko potajemnie bym mogła do koni przychodzić xD Bo rodzice by mnie po trzecim złamaniu już nie puszczali :P
Ale teraz już jest ok :) To tylko stłuczenie, lekka opuchlizna, no i rozcięta skóra ;) Lód bardzo pomógł, więc jeśli będzie w miarę dobrze, to jutro znowu do koni :3

Jednak trzeba będzie Goliatowi zrobić duuuuuuuużo friendly :P Bo nie mam pojęcia czego mógł się dzisiaj wystraszyć, ale muszę z nim popracować :>

Tyle na dzisiaj, mało zdjęć :/ Ale jeśli jutro jeszcze skoczę do koni, to Goliatkowi obowiązkowo coś pocykam :v
Mam nadzieję, że wpis się podobał ;)
~Huculkapl
 

niedziela, 14 grudnia 2014

Kiedy koń odmawia lonżowania...

Hej :)
Dawno nie było żadnego wpisu, ale wiąże się z tym nie tylko to, że rzadko bywam u koni, ale również to, że nie miałam pomysłu na notkę ^^"

Wczoraj jednak byłam u koni i spłynęła na mnie inspiracja :)
W skrócie to co wczoraj się działo:

Wszystkie konie były idealne! Poza Goliatem i troszkę też Wertą i to właśnie oni będą "bohaterami" tego wpisu.
Prot - przegoniłyśmy go żeby mieć pewność, że nie będzie sprawiał kłopotów. Miał dużo energii, więc z dziesięć jak nie więcej kółek wokół ujeżdżalni zrobił :) Na lonży był idealnie spokojny, nie wyrywał się i słuchał :) Momentami opuszczał główkę ;)
 Właśnie, bo zapewne nie wiecie (tak bardzo nie na temat xd) - wysypali nam piaseczek na ujeżdżalni wzdłuż ścieżki :3 Konie nie przyzwyczajone podnosiły nogi tak jak Prot na tym zdjęciu :D
Na zakończenie pracy, z każdym koniem wchodziłyśmy na podest, żeby miały z tego coś więcej niż tylko bieganie :)














Lamia - była torpeda :D Była bardziej energiczna od Prota, co niestety skończyło się dla niej glebą i to nie jedną... Na szczęście nic jej nie było i jakby nigdy nic, biegała dalej.

Przy niej Kamila spróbowała Join-up :) Trudno powiedzieć czy zadziałał, czy nie...
Kiedy Karolina wzięła ją na lonżę, dalej miała dużo energii. Musiała zrobić jej kilka okrążeń w stępie i dopiero wtedy, troszkę się ogarnęła.
Aczkolwiek nie obyło się też bez próby ucieczki, ale nie stawiała za bardzo oporu, tylko raz trochę pociągnęła w jakimś nieokreślonym kierunku.






Latoja - zupełne przeciwieństwo Lamii. Ona sobie tak tylko hasała, kiedy podczas poganiania zauważyła, że się na nią nie patrzy, to przechodziła do kłusa. W końcu stwierdziłyśmy - nie ma tak dobrze, koleżanko, my ci dyktujemy tempo! Więc Kamila i Karolina (ja byłam fotografem ^^") stanęły po dwóch stronach ujeżdżalni i ją poganiały. Klacz trochę się nabuzowała i ładnie biegała :)
Na lonży - idealnie ;)





A teraz przejdźmy do tematu wpisu...
Zacznę może od Werty, bo to ona najbardziej pozytywnie nas zaskoczyła. Nic nie wymyślała, a jeśli czytacie tego bloga już od dłuższego czasu, to na pewno wiecie, jakie są z nią problemy z ziemi ;)
Poganianie odbyło się bez problemowo - nawet zmiany kierunków poprzez przejście w stój, których najbardziej się obawiałam poszły bardzo fajnie ;]
Tym razem join-up próbowałam ja i moim zdaniem się udał :) Na koniec podeszła (z zawahaniem, ale podeszła!) i przeżuwała, jedynie nie zniżała głowy :P
 Dużo gorzej poszło z lonżowaniem. Tutaj pałeczkę przejęła Kamila. Werta stwierdziła, że ona nie ma ochoty na lonżę i kiedy Kamila chciała zacząć (lonża i bat już były na swoim miejscu), klacz odwracała się do niej i nie było jak jej lonżować. Przynajmniej nie atakowała, ale bunt to bunt.
W takiej sytuacji, wymyśliłyśmy, żeby pobiegać z nią kłusem, z ręki. Kamila dalej miała z nią ten problem, że kiedy chciała zacząć kłusować, to Wercik zaczynał gryźć.
Wzięłam ją ja i było nieco lepiej, ale strasznie rzucała głową - jakby się od much odganiała (Eeeee Werta, nie ta pora roku!).
Troszkę tak pochodziłyśmy i już kończyliśmy :) No oczywiście jeszcze trap :D

Z Goliatem to samo. Poganianie idealnie :) Tym razem nie join-up, tylko zwykłe wyzbycie się energii. A miał jej dość sporo, ale wiadomo nie ma kondycji, więc po 5 minutach poganiania już zaczynał się pocić.
Wzięłam go na lonżę. Wszystko szło super, przejścia, zmiany kierunków były cud, miód i truskawka :)
Przy zagalopowaniu też było świetnie, tylko raz strzelił małego bryczka, ale nie w moją stronę, więc jest progres ;]




Mieliśmy już kończyć, kiedy nagle on się do mnie odwrócił i to samo co Werta. Kiedy podchodziłam do jego boku, on albo się cofał, albo odsuwał tak, że dalej staliśmy naprzeciwko siebie.
Troszkę się z nim przeszłam w ręku, bez kłusa - sam stęp.
Wróciliśmy do lonżowania i zrobił jedno kółko stępem, chciałam przejść do kłusa - odwrócił się do mnie, no i co tu z tym koniem robić c: Teraz zdaję sobie sprawę, że gdybym dała mu zrobić więcej kółek stępem, może szybciej udałoby mi się go "poskromić" :>
W każdym razie - podchodzę do niego, a on się cofa. Kamila już proponowała, że ona z nim spróbuje, ale stwierdziłam: "Nie! Ja to zaczęłam, ja to skończę! Jeśli  chcę żeby kiedyś był mój, muszę być wyżej od niego!".
Rada od Kingi (wł. Luckiego) od razu przebiła mi się do głowy - "Zachować spokój!".
Chwilkę tak postaliśmy patrząc na siebie, zrobiłam maleńki kroczek - byłam obok jego głowy. Patrzę - tylna noga nieznacznie przesunęła się do tyłu. Powtarzam sobie "Zachować spokój!" i pochwalam mimo wszystko. Kolejny krok - konio stoi grzecznie - głaszczę, klepię, chwalę. Tip topami doszłam do jego zadu, pogłaskała i chwaliłam przez jakiś czas. Wydłużyłam lonżę i pacnęłam batem o ziemię, za nim. Grzecznie ruszył do przodu i już chodził grzecznie.
Jedno kółko kłusa - koń nawet nie odwrócił głowy w moją stronę. Na koniec dostał marchewkę i już stępowaliśmy. Po dwóch kołach wokół ujeżdżalni, jeszcze chyba z cztery razy popróbowaliśmy ukłonów. Koń idealny <3
No i obowiązkowo na trap :)

Zapmiętajcie:
  • Przy koniach lepiej szczegółowo niczego nie planujcie ; ] Chciałam z Goliatem popracować 10-15 minut, a pracowaliśmy pół godziny. 
  • Nie róbcie nic za szybko - Goliat wymyślał, ogarnął się, a ja od razu chciałam żeby zakłusował... nie wypaliło...
  • Podchodźcie do wszystkiego spokojnie - jeśli czujesz, że od razu sobie z koniem nie poradzisz, uspokój go choćby i tym stępem wokół ujeżdżalni.

Mam nadzieję, że wpis wam się podobał i wynieśliście z niego to małe podsumowanie na końcu ;)
~Huculkapl