poniedziałek, 18 maja 2015

Mniej presji, wycisz się i wtedy zacznij od nowa...

Chwyciło mnie coś, żeby tutaj napisać i naprawdę nie umiem się od tego uwolnić :) Dodatkowo mam dość pouczający temat, więc czemu by tego nie spisać? :P 

Na początek kilka zdjątek z piątku :>
Posiedziałam z misiem trochę na pastwisku próbowaliśmy ogarnąć podnoszenie lewej nogi, w końcu niby się udało, ale głową cały czas schodził między nogi :/ 
Ale kiedyś popracujemy nad tym bardziej, to się tego oduczy :D 







Zrobiliśmy też krótkie odczulanie na moją ręcznie malowaną torbę z Goliatkiem :) Pyszczek był mega ciekawy co to jest, ale wystarczył lekki podmuch wiatru, a koń stwierdzał "Nieeee może jednak zrezygnuję i uciekam jak najdalej!" :> Ale o dziwo był odważniejszy od np.: Prota, który do tego czasu był czołowym (teraz na jego miejscu zazwyczaj jest Wercik), tylko zobaczył torbę, przyszedł i od razu zwiał.

Po przyjściu Irminy, oznajmiła nam, że dzisiaj zabieramy się za pracę z ziemi. Właściwie to z Kamilą chciałyśmy to zaproponować, więc uradowane pobiegłyśmy po poniacze :)
Ja - Goliat
Kamila - Latoja
Marcelina na spółkę z Pauliną - Lamia ;)

Na początek spacerowanie z koniem, że tak to ujmę "nauka czystego podążania" - czyli koń idzie prosto za nami, nie wpycha się, utrzymuje w miarę dystans, że kiedy się nagle zatrzymamy, on w nas nie wpada.
Rozgrzeweczka polegająca na ostrym skręcaniu, slalomach itp.

I przyszedł czas na rozluźnienie na lonży... ymmm "rozluźnienie". Prawdopodobnie to już tutaj popełniłam błąd, bo w głowie pojawiły mi się wspomnienia z czasu, kiedy Goliat uciekał, stawiał się i próbował kopać... 
Jednak konio bardzo ładnie szedł w stępie na lewą stronę, bez problemu też zakłusował. Jak zwykle problem pojawił się przy zmianie kierunku... 

Stanął i stoi, idę do jego boku żeby go pogonić, a on zaczyna się odwracać, żeby dalej mieć mnie z przodu...
Nie chciałam go niepotrzebnie denerwować, więc skorzystałam z pomocy instruktorki - doskonale wiem, że trzeba umieć sobie radzić samemu, ale po co popełniać błędy i marnować czas na ich naprawianie, skoro ktoś bardziej doświadczony może od razu naprostować te błędy.
Oddałam konia Irminie i spodziewałam się, że jak za dotykiem magicznej różdżki, instruktorka go zaczaruje i stanie się koniem idealnym... Jednak mojemu miśkowi nie chciało się tak po prostu oddać "władzy" i podejrzewam, że gdyby nie jego masa i boląca noga, stanąłby dęba jak nic, bo już się zbierał... 
Posypały się kopniaki (na szczęście nie celne) i to tak wysoko zadek fruwał, że aż miałam nadzieję, że te całe problemy z kręgosłupem i nogami to ściema XD Pouciekał, ale kiedy Irmina go złapała, postanowiła podejść go od innej strony. Uspokoiła siebie, a przez to też jego - na spokojnie lonżowała w obydwa kierunki i koń idealny :)
"Mniej presji, bo to go tylko denerwuje" - zapamiętałam i już dalsze lonżowanko było tylko w stępie :)

Potem Irmina ustawiła nam stacyjki - naprowadzanie na trzy drągi pod różnym kątem, cofanie wzdłuż korytarzyka z cavaletti i slalomy na długiej wodzy - czyli to co z Goliatem chyba najbardziej lubimy :) 
Stacyjki były dosłownie 3-5 minutowe, więc nie widziałam sensu żeby zakładać pas/siodło :P 

Ogólnie to zastanawiam się czy by może nie zaproponować coś takiego, żeby brać Goliata na 10-20 minut takiej pracy, kiedy inne konie chodziłyby pod siodłem. Póki co ogarniamy to tylko w stępie, bo ostatnio przy zakłusowaniu koń nieźle pobrykał, ale może w przyszłości sobie z tym poradzimy :D 


Czyli morał z dzisiejszej lekcji jest taki - nie pracuj z koniem jeśli się denerwujesz, kiedy coś nie wychodzi wycisz go :) 

+ Mała niespodzianka, zdjęcie z rekordu na Procie ;)
~Huculkapl

poniedziałek, 4 maja 2015

Majówka 2015: Dzień Drugi - Cudowne Uzdrowienie

Wiem, wiem już grubo po majówce, ale drugiego tak jak zapowiadałam spędziłam caluteńki dzień u koni i aż do dzisiaj przegrywałam, i zachwycałam się zdjęciami :) 
Mam też nauczkę - nigdy więcej nie przegrywaj zdjęć do Googli, bo masakrycznie niszczy jakość >.< A jakość to dla mnie drugorzędna sprawa (pomijając oczywiście uchwycony moment). 

No to co się działo w ciągu tego drugiego dnia? 
Jak na majówkę przystało, było mnóstwo klientów. Była również pani... znaczy Ewa (która była baaardzo miła i jeśli to czyta, to serdecznie pozdrawiam :D ) i tak jakoś wypadło, że z Karoliną pojechałyśmy rano w teren.

 Terenik na spokojnie :) Irmina na Lamii, Ewa na Procie, ja na Latojce i Karolina na Wercie :) 
Pojechaliśmy standardową trasą, więc po równej godzince wróciliśmy do stajni.
Podczas terenu... nic ciekawego :P Kiedy schodziliśmy z górki, postanowiłam zastosować zasadę, której zawsze używam przy skokach - głęboko oddychać :) I pomogło, bo to był chyba pierwszy zjazd z górki, na którym nie trzymałam konia na maksymalnym kontakcie... Latoja perfekcyjnie, nie rzucała głową (jak to Werta pode mną, kiedy schodziliśmy z górki [choć pewnie było to przez to moje kurczowe trzymanie wodzy]) tylko, kiedy już byliśmy prawie na dole, gdzieś na wsi zaczęły skrzypieć chyba hamulce czy coś... no i biedna się wpatrzyła i kilka razy potknęła, ale nic poważnego ^^"
Półparadka i już koń ogarnięty :)

W stajni czekali już kolejni klienci - mówiłam, urwanie głowy. 

I w ten sposób, większość koni spędzała czas wolny - z siodłem, bez ogłowia, na wcinaniu sianka. 
Nie narzekały, a wręcz bardzo im się spodobało, kiedy w południe dostały owsa :)


Tymczasem Goliatek jak na "ogierasa" przystało przyszedł pilnować stada. Tak coś go odciągnęło od jedzenia! 
Już drugi dzień zamiast zajmować się trawą lub sianem, obserwował otoczenie. 
Troszkę za mną połaził (haha, ta więź ♥ xD), popróbowaliśmy "uśmiechu" i oczywiście zrobiłam mu mongolską fryzurkę - bo czemu nie? XD




Nie mogę z tego zdjęcia, naprawdę XD 

Ogólnie to miałam ostatnio rozkminę i jednocześnie załamkę, że bardzo przyczyniłam się do tego, że na biedaczku nie można teraz jeździć - a wbrew pozorom, on też zaczął za tym tęsknić. 
Skąd to wiem? 
Otóż popołudniu umówione były oprowadzanki :) No i miały to być leciutkie dzieciaczki, więc czemu Goliat miałby nie iść? 
A no tak, przecież kuleje...

Tak czy tak wyjęłam jego siodło i powiesiłam na ogrodzeniu, no i obserwuję - obserwacja to dobra rzecz :D 
Goliat patrzy, patrzy... "Kurdebele to moje siodło!" no i żwawym krokiem, bez powłóczenia nogą ciśnie w moim kierunku. 
Zresztą nawet gdyby kulał, to odrobinka ruchu jest mu potrzebna. Więc od razu zabrałam się za czyszczenie - koń grzeczniutki, przy lewym przednim kopycie, głupek zaczął się kłaniać xD 
Mam już pomysł co będziemy robić w piątek :D 

No i siodło, ogłowie - koń gotowy. No to idziemy na ujeżdżalnię. Koń prawie kłusem, taki zadowolony, że jest do czegoś potrzebny ♥

Już kompletnie przestał powłóczyć nogą i pędzi na stanowisko. 

Dziewczynka na koń i zaczynam to gadkę co zawsze. Goliat szedł po prostu perfekcyjnie, łapał za wodze żeby mieć coś w pyszczku ale nie próbował podgryzać, nie zatrzymywał się, parł do przodu. Aż momentami się dziwiłam, że te dzieci nie bały się prędkości, bo nawet ja na ziemi musiałam nieźle zasuwać, żeby za nim nadążyć :D 

Łącznie zrobiliśmy osiem kółek. Koń cały czas uszyska do przodu. Chyba naprawdę się za tym stęsknił ♥ 
No i z czego się chyba najbardziej ucieszył - dostał od klientów jabłko. A z tym jabłkiem to mega zabawna historia, bo kiedy je ugryzł, to chyba mu siknęło do oka i biedny się wystraszył. Tłum szalał ze śmiechu, razem ze mną i Kamilą xD 
No i już koniec pracy konia na dziś :)

Był zadowolony, nie ma co :> Gdyby nie miał problemów z kręgosłupem, podejrzewam, że na chwilę bym na niego wsiadła, ale nie ma co C: 

Po rozsiodłaniu już zajęłam się jego oczyszczaniem z zimowej sierści, bo on ma chyba jej najwięcej :P 
Lamia umie siedzieć! xD


Ooo! No i nie mogłabym pominąć jednej z największych atrakcji - Marceliny i Lupiego. 
Cudowny model :D Uwielbiam ich fotografować, więc może postaram się o jakiś osobny wpis o nich ;)














Tymczasem koniec majówkowych opowieści ^^" 
~Huculkapl

piątek, 1 maja 2015

Majówka 2015: Dzień Pierwszy - Warkoczyki, jednorożce i palmy

Biorąc pod uwagę, że w tym roku napisałam tylko dwa posty na bloga, postanowiłam jak najszybciej to nadrobić :)

Dzisiaj nie jeździłam, po części też nie pracowałam z ziemi - nie licząc 15 minut z Goliatem luzem :)
Mimo wszystko cały dzień spędzony u koni (od 9 do 16) na jak największy plus (może pomijając śmierć mojego wiernego przyjaciela - statywu na aparat) :P
 Żegnamy zmarłych i ciśniemy dalej z notką :)

Zacznijmy od tego, że każdy koń miał dzisiaj zrobioną fryzurkę :)


Stąd też tytuł dzisiejszego posta :D Warkoczyki (Latoja), jednorożce (Prot i Werta) i palma... Zapytacie czemu palma? ~.O 
Otóż dlatego...
Nie jestem dobra w pleceniu warkoczyków, więc Goliat ma na głowie palmę XD 
Ale wygląda w niej mega słodko :3 

Były trzy tereny, więc podejrzewam, że konie teraz umierają w boksach... Tylko Goliat szczęściarz (jeśli patrząc na pracę), przesiedział na pastwisku (tudzież padoku) cały dzień. Ale nie dostał owsa :> 

Jako że koń kuleje, popracowaliśmy tylko w stępie - przecież jeśli inne konie chodzą pod siodłem, to Goliata też praca nie może ominąć... 
 Popracowaliśmy luzem :) Slalomy między drzewkami, nagłe zwroty, ukłony bez smakołyków i nauka nowej sztuczki "uśmiech" :) 
Wszystko dostosowane dla Goliata, żeby nie nadwyrężać zbytnio nogi.


























Tulaski obowiązkowe :) Jutro znowu cały dzień u koni :) Tym razem postaram się siedzieć jeszcze więcej xD Bo mimo, że nie jeździłam i nie robiłam nic nadzwyczajnego, czuję nogi i to dość konkretnie :P 

Już jestem ciekawa, co przyniesie jutrzejszy dzień ;]