niedziela, 15 czerwca 2014

Górki, Prosta i "Parkur"

Siemanko! :)
Właśnie wróciłam od koni i chcę (póki wszystko dobrze pamiętam) opisać co robiłam jeżdżąc na Wercie :D
Przypominam, że to ten konik :D
No to tak :) 
Osiodłałyśmy sobie konie, ja - Wertę, Karolina - Latoję. Z Wertą nie mam już żadnych problemów :3 Jeszcze kilka miesięcy temu bałam się wyczyścić jej kopyta, a teraz bez obaw miziam ją po chrapkach i zadku :) 
Po dokładnym sprawdzeniu sprzętu wsiadłyśmy na konie za bramą :) Po krótkim rozstępowaniu, pani instruktor wskazała nam kilka stromych górek na które miałyśmy wjechać, a później z nich zjechać tą samą drogą :) Za pierwszym razem nie byłam co do tego przekonana, po głowie zaczęło mi krążyć mnóstwo przykrości jakie mogłyby mi się przydarzyć (z krzaków wybiega straszny mężczyzna przebrany za banana, Werta płoszy się i wskakuje do rzeki, płynącej obok xD), więc Wertulka przejęła to ode mnie i zrezygnowała. Z Latoją to samo. Spróbowałam jeszcze raz i tym razem klaczka od razu zeszła :)
  Popróbowałyśmy kilka razy, potem weszłyśmy na stromsze górki i konie bez problemu wchodziły i schodziły z pagórków :) 
To nauczyło mnie, że muszę być seeeerio stanowcza i dać koniu szansę spróbować zrobić coś nowego. "To młode konie i musicie je naprowadzić" - jak to powiedziała pani instruktor :) 
Potem poszłyśmy na jeszcze stromsze górki, ale tam tylko podchodziłyśmy, a schodziłyśmy po łagodnej ścieżce :)

Kiedy koniki się już troszkę rozgrzały, pojechałyśmy na pobliskie łączki. Tam kilka wolt w kłusie i galop wokół boiska sportowego :)





 


Tam porobiłyśmy przejścia kłus-galop, które wychodziły mi wyjątkowo fajnie :) Czuję, że coraz lepiej dogaduję się z tym koniem :3 I ten moment, kiedy ze stój bez problemu rusza do galopu :) Niby taka drobnostka, a cieszy jak lizak dziecko <3
Jeszcze na uspokojenie przejścia stęp-kłus i pani instruktor zaproponowała nam galop po prostej :) Takie moje małe marzenie :D 
Po rajdzie na Słowację, miałam mały niedosyt jeśli chodzi o galop xd Więc kiedy wjechałam na prostą pogoniłam Wertę jak tylko mogłam (no może nie biłam jej palcatem po zadzie i nie krzyczałam jak opętana, ale pomińmy to...). 
Na końcu prostej zrobiliśmy wielką woltę w galopie i wróciłyśmy na boisko, po czym powtórzyłyśmy to :)
Chwilkę luzu dla koni, jedno kółko stępem wokół boiska i jedziemy dalej pracować na ujeżdżalni.

Tam zrobiłyśmy kilka kółek stępem, podczas których pani instruktor ułożyła nam kilka drągów na galop. Zebrałyśmy wodze i ruszyłyśmy jedno koło energicznym kłusem. Przed drągami przeszłam do galopu. Werta idealnie pokonała obydwa drągi :)
 
 
Mój półsiad [*]

Potem pani instruktor ułożyła nam parkur, składający się z... drągów :D Najpierw pokonałyśmy go kłusem, żeby obejrzeć jak ma przebiegać przejazd, a potem czas na galop :) Jeden drąg wyjątkowo mnie denerwował, bo musiałam ostro zawrócić Wercika i utrzymać ją w galopie, jednocześnie uważając żeby się nie przewróciła. Jednak za trzecim lub czwartym podejściem przejechałam bez żadnych problemów :) 
 
 Po naszej jeździe przyszła dziewczynka na jazdę, a po jej skończeniu sprowadziliśmy wszystkie konie na padok :)





 
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz