sobota, 27 września 2014

Ponownie o wyprawie na Słowację :)

Dawno nie pisałam ^^" Ale to z powodu... w pewnej części brakiem czasu, w pewnej brakiem weny :)
Dzisiaj ponownie zawitaliśmy na Słowację :D
Tym razem krócej, spokojniej i z nieco chłodniejszą pogodą.

Wyjechaliśmy koło 9:00, ale pokręciliśmy się chwilę przy stajni. Wyczuwaliśmy konie w stępie, kłusie i galopie. Koło 9:30 ruszyliśmy w stronę kładki na Słowację :) Towarzyszyła nam leciutka mżawka, ale ani my, ani konie zbytnio się tym nie przejmowaliśmy. Jedynym problemem było to, że w niektórych miejscach kopyciaki się ślizgały, ale tragedii nie było.
Najpierw pojechaliśmy nad niewielki zalew wodny, wokół którego troszkę pogalopowaliśmy :)
 Było tam naprawdę bardzo faaaajnie <3 Nie było ślisko, kaczki nie płoszyły koni i dwa razy widziałam wyskakującą nad powierzchnię wody rybę :D

Potem pojechaliśmy standardową trasą pod górę. Było sporo kałuż do przeskakiwania, niektóre były dla Wertulki zdecydowanie za głębokie (na jej oko) i wybijała się z bardzo daleko. Nie wcale nie wyglądałam jak worek ziemniaków :>

Galopując pod pierwszą górkę, Werta zmęczyła się jako pierwsza z naszych hucułków. Aż się tym zaskoczyłam, bo nawet Latoja (która to zazwyczaj "padała" pierwsza) żwawo galopowała, a Wercik umarł xd No ale nie ma co narzekać, w czwartek miała ciężki teren.
Pod drugą górkę okazała się szybsza od Latoji, ale Prota za nic nie była w stanie przegonić :) Tak czy tak, zaliczyłam szybki galop bez rąk :>
Potem sporo stępa po bezkresnych Słowiańskich łąkach :) Do momentu napotkania sporego stada owiec, którego baca oświadczył żebyśmy szybko jechały żeby... nie wiadomo o co dokładnie mu chodziło, ale wychwyciłam "bojo sie" xd Nie mam pojęcia czy chodziło o nasze konie, owce czy jego ujadające psy :>
Tak więc galopem "uciekłyśmy" od owiec :)
Jedyna nieprzyjemna rzecz dzisiejszego dnia to, kiedy podczas powrotu zjeżdżaliśmy z dość stromej górki. Jechaliśmy w kolejności Kanion, Latoja, Prot i ja na Wercie. Kanion już dawno podjeżdżał pod górkę, która zaczynała się na samym dole pagórka z którego powoli zjeżdżaliśmy. Kamila na Latojce chciała dogonić Kaniona (sama podjeżdżała już pod górkę), więc zakłusowała. Prot na ten widok rzucił się galopem, kiedy był... w połowie zejścia? Kiedy Werta zobaczyła, że Prot pruje w kierunku koni postąpiła identycznie (y). Na szczęście biegły tak szybko, że po paru chwilach już podjeżdżaliśmy pod górkę.
Z Protem sytuacja powtórzyła się jeszcze później, ale Wertulka chyba zrozumiała swój błąd ^^"

Kolejna akcja - ale raczej zabawna niż przykra - wydarzyła się, kiedy zjeżdżaliśmy z błotnistej dróżki w dół. Werta nawet się nie poślizgnęła schodząc ze "stromizny", ale gdy tylko było już prosto poleciała na nogi i zrobiła ukłon godny Goliata (xD) z jeźdźcem na grzbiecie :D Od razu jednak wstała i poszła przed siebie udając, że nic się nie stało. Patrzyłam potem na jej nóżki i wszystko gra :)

Wróciliśmy już w spokoju :) A nie jednak nie xd Kiedy przechodziliśmy przez kładkę już na Polską stronę, zeszli się ludzie.
- Będzie w gazecie, że konie granice przekraczają!
- To Polacy są!
- Patrz, aż cztery!
Myślałam, że tam padnę. Zwłaszcza w momencie, kiedy Werta i Latoja stały blisko siebie - troszkę się obawiałam, że się skopią, ale skończyło się tylko na groźnych spojrzeniach.
Kiedy ludzie napatrzyli się na konie, pojechaliśmy już do stajni :)

Koniec opowieści :D
Była baaardzo przyjemnie :> Jeśli dobrze pójdzie to jutro terenik na Goliacie :D
~Huculkapl