środa, 26 lutego 2014

Wysoko czy nisko? :)

Hej :)
Dzisiaj wyjątkowo napiszę o czymś bardziej tematycznym, niż moje początki z jeździectwem lub opis jakiejś z moich jazd :P Dzisiaj będzie o niskim wzroście i jeździectwie :)

Na co dzień, niski wzrost raczej nam przeszkadza. Nie możemy dosięgnąć siodła wiszącego na wysokim miejscu w siodlarni, mamy problemy z założeniem ogłowia, wysokiemu koniu, który dodatkowo zadziera głowę do góry... Nie wspominając o tym, że jeśli jesteśmy naprawdę niscy to poza społeczeństwem stajennym, czasem się z nas śmieją.
Coś o tym wiem... Nie jestem co prawda najniższa z klasy, ale jest może... góra 4-5 osób niższych ode mnie (na 25). 

Jednak niski wzrost w jeździectwie, przydaje się o wiele bardziej niż wysoki (składnia zdania :( ) :D Weźmy pod uwagę taką wymyśloną sytuację - razem ze znajomą macie możliwość dzierżawienia niskiego kucyka. Ty jesteś niska, znajoma wysoka. Ty nie masz problemu z daniem kucykowi łydki, znajoma ma, bo zamiast łydek musi używać kolan xd

Popatrzcie choćby na zdjęcie mojego znajomego, na Latojce :P
Nie jest on na szczęście taki wysoki, żeby miał problemy z dodawaniem łydki, ale kiedy widzimy go na tym koniku, to wydaje nam się, że jest za duży... Pomijając fakt, że Latojka mimo niskiego kłebu, nadrabia rozmiarem brzuszka xD





Jasne znamy kilka "sławnych" facebookowiczów (np. Oliwia, właścicielka Gapcia), którzy mimo pokaźnego wzrostu, jeżdżą choćby i na szetlandach...  Mimo że czasem ktoś może nam się wydawać za duży, na jakiegoś konika - często jest to tylko "złudzenie", bo wierzchowiec bez problemu jest w stanie skakać z tą osobą na grzbiecie.
Podobnie z moją znajomą (zdjęcie z wakacji). Na tym zdjęciu akurat tak tego nie widać, ale patrząc z boku, wydaje się za duża, żeby jeździć na Lamii.
Jednak klacz, bez problemu może ją ponieść :) Dlatego nie patrzmy na czyjś wzrost, pod takim względem, że:
"Ona jest za wysoka na tego konia i na pewno za ciężka!".

Ale to przecież nie znaczy, że jeśli jesteśmy wysocy to musimy jeździć tylko na koniach 160-170 cm :P Nasz wzrost koniu w niczym nie przeszkadza, jedyne co to względy estetyczne stwarzają tutaj problem. Jednak jeśli mamy 177 cm wzrostu, to nie znaczy, że nie możemy jeździć na hucułach czy nawet szetlandach :P



 Najlepiej, kiedy nasz wierzchowiec jest dopasowany do naszego wzrostu. Tak jak widać to na zdjęciu poniżej :)

Karolina bez problemu może użyć łydki, nie musi podnosić nogi, ani w jakiś sposób jej obniżać :)

Morał z tego taki: lepiej mimo pozorów być niskim niż wysokim... będąc niskim możemy jeździć na praktycznie każdym wierzchowcu. Będąc wysokim też, ale dla kogoś kto patrzy na nas z boku może się to wydać trochę dziwne xD

~huculkapl

sobota, 22 lutego 2014

Protowo, Wertowo :)

Siemanko :)
Dzisiaj pierwsza PRAWDZIWA jazda odkąd ponownie złamałam rękę :D

Nie jeździłam coś koło 3-4 miesiące (pomijając chwilę w siodle, kiedy przyjechała Weronika), więc dzisiaj było bez szaleństw. Może to i lepiej bo po tych dwóch godzinach kłusa, czuję jak mi nogi odpadają xd
W każdym razie - przyjechałyśmy razem z Karoliną. Pani instruktor akurat sprzątała boks swojego konia. 

Naszym pierwszym zadaniem było przygotowanie trzech koni - Goliata, Prota i Werty
Z Goliatem i Protem poszło gładko, ale Werta (jak zwykle) sprawiała nam sporo kłopotów. Jednak z pomocą pani instruktor jakoś nam poszło. 
Na Goliacie odbywały się dzisiaj jazdy, więc tym razem to nie ja na nim jeździłam.

Ja dostałam Prota, Karolina Wertę. Wcześniej pani instruktor zadbała o to, żeby Prot, razem z Wertą nie mieli za dużo energii. Zaczęliśmy od stępowania. Goliat z pewną prze miłą dziewczynką, byli na lonży pod okiem instruktorki, a my robiłyśmy sobie z Karoliną rozgrzewkę.

Po rozgrzewce, spokojny kłus - na przemian ćwiczebny i anglezowany. Dużo wolt, pół wolt, zmian kierunku po przekątnej i kilka przejazdów przez drągi. Czołowy zmieniał się co jakiś czas, raz byłam to ja, a raz Karolina.
Po około pół godzinie, dziewczynka jeżdżąca na Goliacie wjechała na ostatniego i robiliśmy różne ćwiczenia w stępie :)

Kiedy dziewczynka skończyła jeździć, przyszła pani na jazdę. Ona też dostała Goliata. Tym razem dość sporo popracowałyśmy nad anglezowaniem (w stępie) bez strzemion. Po jakimś czasie, zaczęłam powoli niwelować błędy, jakie popełniałam na początku jazdy.
W kłusie, razem z klientką ćwiczyliśmy anglezowanie na odpowiednią nogę. Z tym akurat nigdy nie miałam problemu.
Pani okazała się bardzo miłą i sympatyczną osobą. Poprosiła nawet, żebyśmy za pozowały z nią do zdjęcia (pani instruktor zrobiła nam kilka zdjęć). 

Powiem może jednak o czymś, bez czego na Procie by się nie obeszło. Prot na ujeżdżalni jest bardzo spokojny, ma przyjemny chód i ogólnie jest świetnym wierzchowcem - jeśli się go wyczuje. Jeśli on pozna się na nas, że nie jesteśmy czegoś pewni, albo że nagle nie zwracamy uwagi na to co on robi, to bardzo chętnie ucieka w inną stronę... Ucieka to może złe słowo, ale... napiera na wędzidło, po czym zmienia kierunek, idąc w stronę najbliższego konia. W skrócie, jest bardzo stadny. 
Czasem nawet porządne sterowanie łydkami nie jest w stanie oderwać go od innego konia. Dzisiaj akurat nie było zbyt wiele takich sytuacji, ale pomyślałam sobie - "Całe szczęście, że Werta go nie kopie", bo z innymi konie prawie na pewno by do tego doszło. Rzadko kiedy na nim jeżdżę, a kiedy jeżdżę to sporadycznie nadarzają się takie sytuacje...   

Kiedy Goliat czekał na kolejnych klientów, my już stępowałyśmy. Poprosiłyśmy panią instruktor czy możemy zdjąć siodła - zgodziła się :)
(Nie pytajcie czemu nie pokazałam swojej twarzy, wyszłam strasznie dziwnie xD).

Więc na oklep, stępowałyśmy kilka... naście kółek :) Koniki nie pracowały dzisiaj jakoś bardzo, ale trochę się zagadałyśmy. Gdy tylko ból w nogach, zaczął nam powoli doskwierać, stwierdziłyśmy, że kończymy jazdę :)

Było bardzo fajnie :D W sumie to idealnie trafiłyśmy, że wybrałyśmy dzisiejszy dzień żeby przyjechać, bo mogłyśmy sobie poprzypominać wszystkie podstawy :) Wcale nie żałuję, że nie było galopu, bo czuję, że tylko byśmy zaszkodziły koniom ^^"

Tyle :)
Sprawozdanie skrócone, bo chciałam wam ze szczegółami wszystko opisać, ale komu chciałoby się to czytać? :P Mam nadzieję, że będę w stanie przyjechać też w następnym tygodniu :3

~Huculkapl

PS.: Zapomniałam zrobić zdjęcia, ale Goliat ma nowe siodło :) Następnym razem na pewno zrobię ;)

czwartek, 20 lutego 2014

Moje początki z końmi

Hej :)
Chciałam przede wszystkim przywitać was na moim nowym blogu, przeniesionym z adresu "patrzenaswiatzgrzbietukonia.bloog.pl" :)
Zacznę w podobny sposób jak na tamtym blogu :D Pomijając moje oficjalne dane osobowe, będę prowadziła tą stronkę pod nickiem Huculkapl (stąd też adres). 

W każdym razie... opowiem może o moich początkach z końmi, bo to tamten okres czasy sprawił, że pokochałam te zwierzęta z całego serca. 
Zaczęło się od tego, że moja przyjaciółka - Karolina - od dziecka kochała konie, razem ze swoją kuzynką kolekcjonowały różne "końskie" figurki, zabawki i książki o jeździectwie. W roku 2010, dokładnie w wakacje tata Karoliny poinformował nas, że ma zamiar jechać do Regietowa (zwanego przez niektórych stolicą polskich hucułów). Dawniej dość często myślałam o tym, żeby zacząć jeździć konno, ale moi rodzice (bardziej mój tata), był raczej temu przeciwny. 
Gdy tylko dowiedziałam się, że mają jechać po to, żeby Karolina nauczyła się jeździć, to czym prędzej zapytałam, czy też będę mogła jechać.
Zgodził się zarówno tata Karoliny, jak i moi rodzice :)

Pojechaliśmy 1 lipca (dokładnie to pamiętam :3), jednak jeździłyśmy dwa dni później. Była to oczywiście lekcja na lonży w Stadninie Koni Huculskich w Regietowie :) Konik na którym jeździłyśmy, nazywał się Agar, z tego co pamiętam instruktorka mówiła, że jest dość leniwy, niezbyt chciał przejść do kłusa... Ale ja pamiętam tylko tyle, że siedziałam w siodle i mocno trzymałam się przedniego łęku - to była jedna z najlepszych chwil w moim życiu! Dwie godziny po 30-minutowym lonżowaniu, miałyśmy mieć jazdę na dużych koniach (nie znałam się wtedy na tych zwierzętach i byłam pewna, że konie, które miały około 155 cm w kłębie, to hucułki xd). Nie będę już opisywała całej jazdy, bo nie była zbyt ciekawa - poza tym, że nie wyciszyłam telefonu i nagle zadzwonił do mnie tata, co skończyło się spłoszeniem konia (ale tylko lekkim kłusem).

Kiedy wróciłyśmy już do domu, okazało się że zaraz obok naszej miejscowości (w Sromowcach Niżnych) prowadzona jest mała stajenka z pięcioma konikami huculskimi.
Kiedy byłam tam pierwszy raz, okazało się że nie ma instruktorek (trafiłam akurat na przerwę obiadową xd). Więc następnego dnia zadzwoniłam, żeby zarejestrować siebie i Karolinę na jazdę.
Pamiętam tylko tyle, że jeździłam pierwsza - na Procie (słodziaku ze zdjęcia wyżej). Z samej jazdy nie pamiętam szczegółów... było duuuużo stępa, potem kłus na lonży. Jednak ten dzień był o tyle wyjątkowy, że była to moja druga w życiu jazda, a już zaliczyłam glebę xD Warto wspomnieć o tym, że Prot, ze wszystkich, z tej stajni jest... najbardziej wywrotny :P Podczas kłusa, biedaczek potknął się, tak że klęknął, a ja przeleciałam mu przez głowę... Otrzepałam się z kurzu i z pomocą pani instruktor, z powrotem wsiadłam. 
Jednak Prot cały czas się potykał (już nie tak drastycznie) i pani instruktor stwierdziła, że wymieni mi konia. 
W ten sposób dostałam Lamię... w tamtym czasie, była to najleniwsza klacz ze wszystkich koni.
Trudno było mi nią ruszyć (mam nawet nagranie, ale po prostu umieram ze śmiechu jak widzę, jak próbuję ją wypchnąć xd), więc na niej miałam już tylko stęp...

Od tamtego dnia jeszcze kilka razy przychodziłam, żeby pojeździć za pieniądze, a w wakacje ustaliłam - ja i Karolina - z panią instruktor, że będziemy przychodziły pomagać, w zamian za jazdy :) Układ ten działa do dziś, mimo że mamy nową instruktorkę :3

Tyle :)
Mam nadzieję, że nie zanudziłam was, ale wyszło mi trochę za dużo tekstu niż chciałam ^^ 
Kolejne posty, postaram się pisać nieco krótsze :P

~Huculkapl