sobota, 24 maja 2014

Zwalczanie owadów przy koniach :)

Owady, owady i jeszcze raz owady! 
Muchy, gzy, komary... za miesiąc będą naszymi stałymi towarzyszami w stajni jak i poza nią. Ten kto przebywa w wakacji w stajni, wie, że czasem te uciążliwe stworzonka potrafią nieźle zdenerwować. 
Idziesz na pastwisko i chcesz zrobić piękne zdjęcie, pięknego oka twojego ulubionego wierzchowca. Łapiesz ostrość, ale wokół konia jest pełno much, które nie dość że niszczą efekt to jeszcze sprawiają naszemu ulubieńcowi sporo problemów. 

Stajnia do której przyjeżdżam jest w o tyle nie ciekawej sytuacji, że znajduje się zaraz przy rzece :P Owadów jest tam mnóstwo! Muchy poza tym że oczywiście niszczą zdjęcia, to nie przeszkadzają tak bardzo jak gzy... Jeśli ma się taką świetną ekipę jaką mam ja, to ostrzegą cię, że siedzi na tobie mucha wgryzająca się w twoje ciało. Jednak podczas samotnego obcowania przy koniach (np.: przy sprowadzaniu wierzchowca na jazdę) nikt cię nie uprzedzi. 
 No cóż ja akurat nie stosuję żadnego preparatu, ponieważ do mnie owady aż tak nie lgną :P Jedna z moich znajomych używa tylko sprayu przeciw komarom, ale to kwestia uczulenia...

Jeśli chodzi o konie, to latem, jazda w stępie jest chyba najgorszym z możliwych wyjść... Koń nie rusza się dość szybko, więc owady bez problemu utrzymują się na jego skórze. Dlatego ja osobiście zalecam szybkie rozgrzewki (nawet przed wspięciem się na wierzchowca), jeszcze szybciej rozstępować konia i zacząć robić coś ruchliwszego :) (Chyba że ma ktoś krytą ujeżdżalnię, chociaż nie jestem pewna czy much jest tam mniej... nigdy w takiej nie jeździłam ^^") 
Jednak w naszej stajni przez całe lato w siodlarni stoi na magicznej półeczce, magiczny preparat przeciwko owadom! 
Używamy sprayu firmy Endure :) Jest to jednak dość drogi "sprzęt" i nie zawsze skuteczny. Jasne, koń jest przez 15 minut uwolniony od natrętnych much. Jednak po tych 15 minutach znowu zaczyna się udręka. Nasze konie pracują rekreacyjnie, więc zazwyczaj po tym czasie, konik jest już na pastwisku :) Na ambitniejszą jazdę jest to o tyle dobre, że przez te kilkanaście minut skończysz spokojną rozgrzewkę i przejdziesz w bardziej ruchliwy chód - muchy nie będą w stanie utrzymać się na galopującym koniu :) 

Kolejnym sposobem na muchy (przynajmniej na końskiej głowie), używanym w naszej stajni są są frędzelki :) Te używane przez nas są wykonane z materiału :) W upalne dni są przeczepiane nie tylko do ogłowia, ale też do kantarów na pastwisku ;)

Kolejnym sprzętem jest derka siatkowa. No cóż... Jak to widać na zdjęciu wyżej, na Goliata nie jest zbyt dopasowana ^^" Jednak chroni mu plecki i zad - czyli miejsca gdzie koń nie ma jak odgonić się od much. Zakładamy je zazwyczaj w baaaardzo upalne dni lub kiedy przewidujemy, że konie większość czasu spędzą na pastwisku :)

Nasza pani instruktor używa u swojego Kaniona moskitiery :) Idealna ochrona przed owadami! Wzrośnie również liczba osób pytających, czy ten koń jest ślepy :P Jadąc w teren spotykamy zazwyczaj przynajmniej jedną osobę o to pytającą ^^"
 
  Pisząc z panią instruktor, przypomniała mi ona, że Kanion miał przez wakacje też opaski owadobójcze. Dokładnie nie jestem pewna jak one działają (to na zdjęciu to też nie jest ta opaska), ale są ona z tworzywa przesiąkniętego jakąś substancją owadobójczą :P Naprawdę nie mam pojęcia jak to działa. Wiem tylko tyle, że Kanion miał cztery opaski przez jakiś czas, po czym zgubił jedną i już ich nie nosi :P

Jeśli popyta się ludzi powiedzą, że na odstraszenie much dobry jest czosnek, ocet, zapach wanilii i różnych tego typu rzeczy :P Osobiście nigdy nie stosowałam, ale muszę wypróbować ten czosnek bo dużo osób o nim nawija ;)

Tyle na dziś, mam nadzieję że wpis wam się podobał C:
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz