środa, 25 lutego 2015

Trzy w jednym - czyli nocowanie u pani instruktor :>

Jak w tytule - dziś wróciłam z nocowania u mojej instruktorki :) 
To były jedne z moich najlepszych dni w życiu - bez słodzenia Irmince, bo było naprawdę niesamowicie :D 
Ani przez moment nie czułam się źle czy niekomfortowo - jak u rodziny ^^"

Oczywiście musieliśmy odwiedzić Kaniona i jego znajomych ze stajni. A co za tym idzie, jeździłyśmy.
Były trzy koniki - Kanion, Brand i Zeta. Najpierw jeździłyśmy w takich parach - ja na Brandonku, Karolina na Zecie i Kamila na Kiniu.

Tak cholernie przypominał mi Goliata :D Tylko był o wiele wyższy. Taki leniuszek, ale momentami pokazywał na co go stać. Grzeczniutko przechodził w galop (krótki bo krótki, ale było ładnie), uszka do przodu i gna przed siebie. 
Potem się pozmieniałyśmy. Wylądowałam na Zecie - arabce.
Ona to przeciwieństwo Branda. Nie mogła ustać w miejscu, przy zagalopowaniach i pod koniec galopu czasem barankowała. Raz zamiast stępem ruszyła mi do galopu ;'D Poza tym świetnie chodziła, chociaż w kłusie momentami miałam wrażenie, że lata na wszystkie strony ^^" Na niej sobie skoczyłam przez niską, plastikową "rurę" :) Całkiem, całkiem - tylko półsiad słaby xd
No i ostatnia zmiana, ja na Kanionie :)





















Kanion to Kanion, jak zawsze idealny :D
Chodził żwawo i nie miałam z nim żadnych problemów :)
Potem do zdjęcia wsiadła na niego jeszcze Irmina i już zjeżdżaliśmy :) Było mega pozytywnie! :D Nie mogę się doczekać kolejnego takiego wypadu ;)


No i obowiązkowo muszę podziękować w imieniu całej ekipy (pani :D) Beacie, za cudne zdjęcia, transport, miłe komentarze, zapiekanki, trzy butelki coli i chęć wsparcia mnie pieniężnie podczas zakupu "przecenionych" rękawiczek i palcatu w Decathlonie :3 Dzięki tobie, dzień był jeszcze lepszy! :)

Tyle ode mnie ;)
~Huculkapl