sobota, 22 marca 2014

Teren z czwartku :)

Hej :) Dzisiaj w skrócie o moim czwartkowym terenie na Wercie :3
Pojechaliśmy w trzy osobowym składzie - ja na Wertulce, Karolina na Latojce i pani instruktor na Kanionie (zdrobnienia xd). Było super, Werta jak to zwykle trzymała się z tyłu i trudno było ją pobudzić do szybszego galopu... To znaczy kiedy zobaczyła że Latoja i Kanion biegną szybciej, to nieźle zasuwała, ale kiedy chodziło o spokojny kłusik to już wolniej przebierała nóżkami :) 
Jechaliśmy wzdłuż Dunajca (jest tam taka trawiasta ścieżka, ciągnie się może z kilometr :) ). Klacz ma strasznie wybijające chody, ale po pierwszym zagalopowaniu już się przyzwyczaiłam. 
Było spokojnie, nie wiał wiatr, nie było żadnych dzieciaków schowanych w krzakach, chcących zjeść biedne koniki, więc obyło się bez spłoszeń :D

Jednak pierwszą napotkaną przeszkodą był mały, wąski mostek. Nawet dokładnie nie wiem z czego jest on zrobiony, ale nie było mowy, żeby przejeżdżać przez niego w siodłach. Zeszliśmy i poprowadziliśmy konie. Wtedy szok! Przecież Werta przechodziła przez ten most tylko pierdyliard tysięcy razy! Tym razem będzie się go bała! Wykręcałam ją, zawracałam, wprowadzałam, ale ona dalej się zapierała... Pani instruktor wróciła na moją stronę z Kanionem i tym razem klaczka poszła zaraz za jego zadem :) 

Jechaliśmy dalej, mijając straszne pole kempingowe (którego koniuchy wyjątkowo się nie bały :D), boisko szkolne i wyjechaliśmy na ulicę... Werta znowu dostała zawału na widok studzienki, przechodzącej przez całą drogę... Dodatkowo zaraz obok na ogrodzeniu jednego z domów wisiały dywaniki - koń nie wiedział czego bać się bardziej! Morderczej studzienki czy dywaników zagłądy xD Koń stanął na środku drogi, szybko wróciłam na tą stronę, z której przyjechaliśmy, przeczekałam wszystkie samochody i spróbowałam jeszcze raz... Powtórzyliśmy numer z Kanionem. Znowu pomogło :) To nic, że Werta przejeżdżała tędy kolejne pierdyliard tysięcy razy :P 

Potem pojechaliśmy polami :) Trochę galopu pod górę (Werta była już taka zmęczona, że musiałam Latoję i Kaniona doganiać kłusem xd), zjazdy z górki... A rzeczywiście przy schodzeniu z nieco stromego pagórka wolałam zejść (złe wspomnienia ze zjazdami xd) i poprowadziłam Wertę na dół. Potem szybko wsiadłam i już wracaliśmy do stajni :)

Teren mi osobiście się podobał :) Zdałam sobie sprawę z tego jak złożona jest końska psychika (o czym mówią wszyscy naturaliści itp xd). Jednego dnia koń potrafi przez ogień skoczyć, a drugiego boi się przejść przez studzienkę, którą mijał już miliony razy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz