niedziela, 30 marca 2014

O mojej instruktorce :)

Hej :)
Dzisiaj troszkę o instruktorach :) Jako że sama jestem jedynie uczennicą i miałam możliwość jeździć w zaledwie 4-5 stajniach, nie mam zbyt rozległej wiedzy na ten temat :P
Ale opowiem o mojej "głównej" stajni (tam gdzie praktycznie zawsze jeżdżę).

Mamy tam tylko jedną panią instruktor, ale jest ona niepowtarzalna :) Na imię ma Irmina, jest właścicielką Kaniona :) Nie znam bardziej pozytywnego człowieka od niej, nawet upadek czy moje złamanie ręki potrafi obrócić tak, że nie ma co płakać :)
Na szczęście nie raz, jestem w stanie patrzeć jak ona sama jeździ, czego brakowało w innych stajniach, w których byłam :P Mam pewność, że wie o czym nas uczy i nie muszę się obawiać, że jeśli nie będę za nic w stanie poradzić sobie z koniem, ona wsiądzie i pokaże mi jak mam to zrobić :)
Pani Irmina na Kanionie :3

Warto pamiętać przy wyborze stajni "głównej", że poza końmi i pięknym sprzętem, instruktor jest najważniejszy :)W końcu nie chcemy chyba tylko jeździć, ale chcemy się nauczyć jeździć, a nie uda nam się to bez dobrego instruktora, z którym się dogadujemy :)

Pytaliście mnie na asku (http://ask.fm/szarapa) jakie mam kontakty z moją instruktorką. Powiem to tak:
Jeśli spędza się w stajni więcej czasu niż tylko na jeżdżeniu, czyszczeniu i siodłaniu koni, to jest chyba nie możliwe, żeby chwilkę nie porozmawiać ze swoim instruktorem. Ja siedzę przy koniach czasem koło 5-6 godzin i jestem z moją instruktorką na TY. Jednak pamiętajcie, że zanim zaczniesz wołać za swoim trenerem po imieniu, lepiej go jednak poznać. Niektórzy po prostu wolą żeby mówić do nich pani/panie :) Wiem to z własnego doświadczenia :P

Od lewej: Irmina na Kanionie, Karolina na Latoji, Ja na Goliacie
Moim zdaniem bardzo ważne są nasze stosunki z instruktorem :) Przecież niezbyt chętnie kojarzą nam się lekcje, kiedy obawiamy się, że nauczyciel znowu zrobi coś nieprzyjemnego... Jednak przy wyborze instruktora nie można kierować się tylko tym czy ktoś jest miły czy nie, ale tym czy dzięki tej osobie możemy się odpowiednio rozwijać. Myślę, że nawet gdybym miała do wyboru jakichś innych instruktorów to i tak wybrałabym Irminę :) Potrafi ona urozmaicić lekcję tak, że nie tylko my mamy z tego zabawę, ale także koń. Czasem, kiedy uczymy się czegoś nowego, Irmina woli poświęcić 10 czy 15 minut na dokładne wyjaśnienie o co jej chodzi (często rysuje jakieś schemaciki itp. na ziemi :) ), żeby od początku dobrze wiedzieć co mamy zrobić. Dokładnie pyta czy na pewno to rozumiemy, a jeśli coś źle robimy to od razu stara się korygować błędy. Na nic nie przymyka oka ;)

Warto też wspomnieć o tym, że raz na jakiś czas, razem z Karoliną możemy obserwować jak ona pracuje ze swoim koniem :)
Kiedy robimy jakieś zabawy z ziemi, ona bierze Kaniona :) Stara się poświęcać mu jak najwięcej czasu, co nie jest łatwe, kiedy ma się jeszcze pięć hucułków, z którymi też trzeba ciągle pracować.





Irmina w terenie na Kanionie, bez ogłowia o3o
Mimo to Irmina osiągnęła sukces, jeśli chodzi o swoje relacje z Kiniem :)
Koń jest gotów zrobić dla niej niemalże wszystko :3
Naprawdę ją podziwiam, bo chociaż nie wielu instruktorów poznałam, to chyba tylko ona pokazała mi na własnym przykładzie, o co chodzi z tą "magiczną" więzią łączącą jeźdźca i konia :)

Dzięki niej też powstała jakaś cieniutka linka między mną i Goliatem :) Bo kiedy przychodzę, to ostatnimi czasy dość często robimy różne zabawy z ziemi :3 A jakiego konika ja bym miała wziąć jeśli nie kluseczkę? :D

Mam nadzieję, że post wam się podobał :) Pozdrawiam :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz