Siemanko :)
Dzisiaj pierwsza PRAWDZIWA jazda odkąd ponownie złamałam rękę :D
Nie jeździłam coś koło 3-4 miesiące (pomijając chwilę w siodle, kiedy przyjechała Weronika), więc dzisiaj było bez szaleństw. Może to i lepiej bo po tych dwóch godzinach kłusa, czuję jak mi nogi odpadają xd
W każdym razie - przyjechałyśmy razem z Karoliną. Pani instruktor akurat sprzątała boks swojego konia.
Naszym pierwszym zadaniem było przygotowanie trzech koni - Goliata, Prota i Werty.
Z Goliatem i Protem poszło gładko, ale Werta (jak zwykle) sprawiała nam sporo kłopotów. Jednak z pomocą pani instruktor jakoś nam poszło.
Na Goliacie odbywały się dzisiaj jazdy, więc tym razem to nie ja na nim jeździłam.
Ja dostałam Prota, Karolina Wertę. Wcześniej pani instruktor zadbała o to, żeby Prot, razem z Wertą nie mieli za dużo energii. Zaczęliśmy od stępowania. Goliat z pewną prze miłą dziewczynką, byli na lonży pod okiem instruktorki, a my robiłyśmy sobie z Karoliną rozgrzewkę.
Po rozgrzewce, spokojny kłus - na przemian ćwiczebny i anglezowany. Dużo wolt, pół wolt, zmian kierunku po przekątnej i kilka przejazdów przez drągi. Czołowy zmieniał się co jakiś czas, raz byłam to ja, a raz Karolina.
Po około pół godzinie, dziewczynka jeżdżąca na Goliacie wjechała na ostatniego i robiliśmy różne ćwiczenia w stępie :)
Kiedy dziewczynka skończyła jeździć, przyszła pani na jazdę. Ona też dostała Goliata. Tym razem dość sporo popracowałyśmy nad anglezowaniem (w stępie) bez strzemion. Po jakimś czasie, zaczęłam powoli niwelować błędy, jakie popełniałam na początku jazdy.
W kłusie, razem z klientką ćwiczyliśmy anglezowanie na odpowiednią nogę. Z tym akurat nigdy nie miałam problemu.
Pani okazała się bardzo miłą i sympatyczną osobą. Poprosiła nawet, żebyśmy za pozowały z nią do zdjęcia (pani instruktor zrobiła nam kilka zdjęć).
Powiem może jednak o czymś, bez czego na Procie by się nie obeszło. Prot na ujeżdżalni jest bardzo spokojny, ma przyjemny chód i ogólnie jest świetnym wierzchowcem - jeśli się go wyczuje. Jeśli on pozna się na nas, że nie jesteśmy czegoś pewni, albo że nagle nie zwracamy uwagi na to co on robi, to bardzo chętnie ucieka w inną stronę... Ucieka to może złe słowo, ale... napiera na wędzidło, po czym zmienia kierunek, idąc w stronę najbliższego konia. W skrócie, jest bardzo stadny.
Czasem nawet porządne sterowanie łydkami nie jest w stanie oderwać go od innego konia. Dzisiaj akurat nie było zbyt wiele takich sytuacji, ale pomyślałam sobie - "Całe szczęście, że Werta go nie kopie", bo z innymi konie prawie na pewno by do tego doszło. Rzadko kiedy na nim jeżdżę, a kiedy jeżdżę to sporadycznie nadarzają się takie sytuacje...
Kiedy Goliat czekał na kolejnych klientów, my już stępowałyśmy. Poprosiłyśmy panią instruktor czy możemy zdjąć siodła - zgodziła się :)
(Nie pytajcie czemu nie pokazałam swojej twarzy, wyszłam strasznie dziwnie xD).Więc na oklep, stępowałyśmy kilka... naście kółek :) Koniki nie pracowały dzisiaj jakoś bardzo, ale trochę się zagadałyśmy. Gdy tylko ból w nogach, zaczął nam powoli doskwierać, stwierdziłyśmy, że kończymy jazdę :)
Było bardzo fajnie :D W sumie to idealnie trafiłyśmy, że wybrałyśmy dzisiejszy dzień żeby przyjechać, bo mogłyśmy sobie poprzypominać wszystkie podstawy :) Wcale nie żałuję, że nie było galopu, bo czuję, że tylko byśmy zaszkodziły koniom ^^"
Tyle :)
Sprawozdanie skrócone, bo chciałam wam ze szczegółami wszystko opisać, ale komu chciałoby się to czytać? :P Mam nadzieję, że będę w stanie przyjechać też w następnym tygodniu :3
~Huculkapl
PS.: Zapomniałam zrobić zdjęcia, ale Goliat ma nowe siodło :) Następnym razem na pewno zrobię ;)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz